Posty

Wyświetlanie postów z 2012

Black Friday czyli kapitalizm po amerykańsku

Obraz
Black Friday vel Czarny Piątek to noc wyprzedaży zaczynająca się tuż po Święcie Dziękczynienia. Jest to symboliczny początek okresu zakupów świątecznych. Tłumy ludzi wsiadają w samochody i kierują się do najbliższego centrum handlowego. To trochę tak jakby ludzie w Polsce, zaraz po Wigilii, jechali całą rodziną do Reala czy Tesco. I dokładnie tak to wygląda. Wracaliśmy z dziękczynnej kolacji autostradą, z pełnymi brzuchami, i widzieliśmy długą kolejkę samochodów na zjeździe do dzielnicy handlowej. Jeszcze kilka lat temu szał zaczynał się w piątek, o 6 rano. Teraz normą jest otwieranie sklepów zaraz po północy. A tutejszy gigant, Walmart, planował w tym roku otwarcie już o 20 w czwartek, czyli praktycznie w trakcie świątecznych kolacji.
O całym procederze porozmawiałem z kolegą, Kanadyjczykiem. W Kanadzie istnieje podobny zwyczaj zwany Boxing Day. Odbywa się to 26 grudnia czyli w drugi dzień swiąt. Kanadyjskie podejście ma sens - wyprzedaje się wszystko czego nie udało się wcisnąć kli…

Swieta, Swieta i po Swietach!

Obraz
[ ZDJECIA]

W Polsce Swietowanie trwa najlepsze, a tu 26 grudnia to normalny dzien pracujacy. Pawel juz od dawna w pracy, ja tez od rana tkwie na posterunku pani domu.
Dzis mam dla Was pare zdjec z naszej Wigilii. Oczywiscie byla inna, choc nie zabraklo polskich potraw (ryba, barszcz z uszkami i pierogi). Ale na stol wjechalo tez 'green bean casserole' czy ... krewetki;)
Bylo bardzo milo, a dzielenie sie oplatkiem wyjatkowo spodobalo sie naszym amerykanskim przyjaciolom:) Dla nas z kolei nowoscia byl konkurs na domki z piernika! Tworzylismy wymyslne kostrukcje z przepysznych i przeslodkich materialow, wyjadajac je przy okazji. Po godzinie domki byly gotowe, a my nie moglismy patrzec na slodkie.
A poznym wieczorem nadszedl czas na moja ulubiona czesc, czyli otwieranie prezentow!



Wesolych Swiat!

Obraz
Naszym Rodzinom i Przyjaciolom, z ktorymi nie uda sie nam zobaczyc i uslyszec przez Skype, chcemy zlozyc najlepsze zyczenia: spokojnych, wesolych Swiat!
Duzo radosci ze wspolnego koledowania w gronie rodziny, swiatecznej atmosfery i duzo sniegu!;)

W poszukiwaniu śniegu

Nie wiedzieć kiedy, prawie połowa miesiąca minęła. Co oznacza, że jesteśmy tu już od prawie 3. Nasze życie nabrało tempa, co można zauważyć na podstawie zmniejszonej częstotliwości pojawiania się postów. Ciągle jednak jest tyle rzeczy do opisania, brakuje tylko czasu!
Z Polski co i rusz dochodzą wieści o śniegu. Śniegu, którego mi tu tak brakuje! Mimo tego, że w każdym sklepie puszczane są świąteczne piosenki i na każdym rogu czai się ktoś w mniej lub bardziej kompletnym przebraniu Mikołaja (raz spotkaliśmy grupę pijanych w sztok Mikołajów różnej płci:P), świątecznej atmosfery, tak dobrze znanej z Polski, brakuje mi tu bardzo. Nie ma świątecznego jarmarku, gdzie można kupić grzane wino i spacerować z kubkiem w ręku, oglądając przeróżne, jak to je nazywa Paweł,  'pierdolniczki'. Nie ma tradycji pieczenia pysznych pierniczków i lukrowania ich (ja będę pierniczyć w tym tygodniu, dzięki mojej kochanej Rodzinie, która przysłała mi korzenną przyprawę prosto z domu!;)). No i właśnie…

O dziękczynieniu - Thanksgiving

Święto Dziękczynienia jest jednym z tych zupełnie u nas nieznanych, natomiast bardzo popularnych w Stanach. Analizując statystyki linii lotniczych (ilość sprzedanych biletów i ich ceny), można zaryzykować stwierdzenie, że zjedzenie indyka w gronie rodziny jest dla przeciętnego Amerykanina ważniejsze niż wspólne celebrowanie Bożego Narodzenia.
Skąd w ogóle ta tradycja? Nie ma pewności, co do jej pochodzenia, daty ani miejsca obchodów pierwszego Święta Dziękczynienia. Najbardziej popularna wersja opowiada o pielgrzymach, którzy na początku XVII w. uciekali z Anglii przed prześladowaniami na tle religijnym. Przybyli oni do Ziemi Obiecanej, do kolonii Plymouth na statku Mayflower około roku 1620. Wielu z nich zmarło w trakcie podróży, jeszcze więcej z głodu i zimna podczas srogiej zimy. Ale rdzenni mieszkańcy Ameryki, Indianie, nie patrzyli bezradnie na trudną sytuację przybyłych. Jak tylko mogli, wspierali pielgrzymów - żywnością, skórami, radami. Rok później przybysze stanęli już na no…

O złamanym palcu i kosztach opieki medycznej w USA

Zgadza się. Chodziłem po domu, przywaliłem stopą w futrynę i złamałem jeden z palców u nogi. 25 lat czekałem na pierwszą złamaną kość, nie z jakimś szczególnym utęsknieniem...

Złamany palec to uraz z którym najczęściej nie robi się nic. Z drugiej strony bywają sytuacje, gdy zrośnie się źle i trzeba go wtedy jeszcze raz złamać i porządnie nastawić. W związku z tą ponurą perspektywą, gdy po kilku dniach nie zauważyłem żadnej poprawy, udałem się do lekarza.

Wydaje mi się, że jest to dobra chwila, aby spróbować opisać jak wygląda tzw. sprywatyzowana służba zdrowia. Oprócz suchych faktów przedstawię trochę liczb.

Większość osób w USA ubezpiecza się sama, gdzie chce, podobnie jak my w Polsce robimy z samochodem. Jakiś procent jest ubezpieczany przez państwo (inwalidzi czy osoby po 65 roku życia), a reszta po prostu nie ma ubezpieczenia.

Ci opłacani przez państwo to głównie tzw. Medicare. Przeznacza się na to część składek na ubezpieczenie społeczne. Haracz odlicza się wszystkim co miesiąc …

W centrum swiata!

Obraz
O naszej wizycie w centrum swiata mozecie przeczytac [TUTAJ].

[TU] natomiast znajdziecie wiecej zdjec niz [TAM]. 
:)

Picie w USA

-->> zdjęcia ze spaceru po naszej nowej dzielnicy

Amerykanie pasjonują się nie tylko tym co jedzą (wrócę do tego innym razem), ale też tym co piją, w tym alkoholem. W Polsce alkohol pije się często, najczęściej dla "fazy", czasem dla "ceremonii" (z jakiejś okazji). W USA ludzie wydają się pić rzadziej i raczej jako dodatek a nie danie główne, nie praktykuje się picia dla samego picia. Takie podejście do procentów powoduje lawinę różnic, postaram się o nich opowiedzieć.
Kiedy traktujesz alkohol jak coś z działu "jedzenie", to zaczynasz eksperymentować ze smakiem zamiast się upijać. Ludzie pytają się często jakie piwo lubię, a w odpowiedzi nie oczekują marki - oczekują rodzaju. Padają określenia takie jak lager, ale, stout albo "piwo belgijskie". Do tego wynalazki takie jak cider, piwo dymione czy piwa ziołowe. Stojąc przy piwnej lodówce w sklepie czuję się zagubiony. Idąc do sklepu w Polsce bierze się Tyskie albo Lecha i maszeruje do kasy. …

Najswiezsze wiesci prosto z Lower Queen Anne!

Obraz
W nowym mieszkaniu nie mamy jeszcze internetu, okoliczności sprzyjają więc uzupełnianiu bloga. Tak, przeprowadziliśmy się! Proces ten był bardzo bolesny (dosłownie i w przenośni), ale w koncu mamy go za sobą. Wczoraj(30.10) spędziliśmy pierwszy wieczór i noc na swoim!
Przeprowadzka i rzeczy z nią związane zajmowały większość naszego czasu: codziennie czatowaliśmy na oferty ładnych mebli w dobrej cenie, przeglądaliśmy katalogi Ikei czy innych sklepów, robiliśmy listę zakupów, kombinowaliśmy z najlepszą opcją wypożyczenia samochodu, itp. Gorączka trwała od czwartkowego popołudnia, kiedy to podpisaliśmy umowę. Dostaliśmy klucze i pozostało już 'tylko' umeblować nasze gniazdko. Na pierwszy ogień poszedł salon. Wypatrzyliśmy ładne meble na craigslist i amazon for sale (serwisy z ogłoszeniami) i Pawel z Anthonym pojechali po nie w czwartkowy wieczór wypożyczonym vanem. Zipcar, czyli system do wynajmowania samochodów mógłby być tematem na osobnego posta. W każdym razie, byłam mocno …

Seattle dla 18+

Na pomysł napisania tego posta wpadłam w zeszłą sobotę, kiedy to poszliśmy ze znajomymi na lunch do (skądinąd świetnej!) hinduskiej restauracji. Poznaliśmy tam Stephane'a, który opowiedział nam o innej stronie Seattle. Takiej, o której jeszcze nie słyszeliśmy.
Erotyka. To właśnie stanowi temat tego posta. Notka niewątpliwie będzie kontrowersyjna, mam nadzieję, że nikt nie poczuje się dotknięty czy urażony. Moim jedynym celem jest pokazanie różnic w mentalności przeciętnego Krakusa i Seattleit'a. W razie czego, lepiej po prostu tego nie czytaj! No i oczywiście mam nadzieję, że jesteś pełnoletni/a! :P
Seattle uznawane jest za jedno z najbardziej liberalnych miast w USA. Przestało nas już dziwić, że na ulicach pachnie trawką (mimo, że narkotyki nie są tu legalne), nie zwracamy już uwagi na czułości gejów i lesbijek, przyzwyczailiśmy się do dziwaków z włosami we wszystkich kolorach tęczy, dowolnego wyznania, koloru skóry, reprezentujących wszelakie poglądy (niekoniecznie jednak p…

Mały update

Obraz
Zgodnie z zapowiedziami, pogoda popsuła się w piątek. Na początku pokpiwałam sobie z tak szumnie zapowiadanego deszczu, który okazał się być mżawką, i to raczej wkurzającą niż uciążliwą. Dziś jednak przemokłam do suchej nitki i zaczęłam już rozumieć, że albo pokocham Seattle albo znienawidzę. Na razie skłaniam się ku pierwszej opcji. Nie jest źle, w ciągu najbliższego miesiąca mają być dwa słoneczne dni!;)
Kolejna dobra wieść jest taka, że dostaliśmy mieszkanie! Właśnie to, o które się staraliśmy, jesteśmy wiec bardzo zadowoleni. I będziemy mieć duży salon dla gości! Na razie mam tylko parę zdjęć nowego domu, ale pewnie będziemy na bieżąco dokumentować proces urządzania naszego nowego gniazdka. Przeniesiemy się z naszej hippie-gejowskiej dzielnicy do Lower Quenn Anne - spokojniejszej, bezpieczniejszej, bliżej centrum. Z masą kawiarenek i restauracyjek,bardzo blisko Space Needle i z ambitnym i alternatywnym kinem "Cinema Uptown".
To właśnie kino odwiedziliśmy dziś przy okazj…

Zanim spadnie deszcz - trochę o wszystkim i o niczym

Obraz
-->> zdjęcia

Pogoda się zmienia. Chmurzy się i jest coraz zimniej. Od piątku zaczyna padać. Żeby nie dać się jesiennej melancholii, opowiem Wam trochę o ostatnim, niezwykle słonecznym tygodniu:)
Paweł powoli zadamawia się w Amazon, a ja zaprzyjaźniam się z miastem. Akurat mam teraz dwutygodniową przerwę i nie chodzę na angielski, za to plątam się więcej po okolicy. Większość czasu zajmuje mi szukanie mieszkania, przy okazji oględzin zapuszczam się w nowe dzielnice. Powoli zaczynam się tu czuć jak u siebie, choć nie przestaję porównywać Seattle z tym, co znam z Polski.
Okrywanie nowych rzeczy jest jednak niezwykle fascynujące. A mnie też cieszą takie rzeczy, jak np. wyprawa nad zatokę do małego sklepu z ogromnym wyborem przypraw (spędziłam tam pewnie z godzinę, wybierając między 6 rodzajami curry, 3 cynamonu i nie wiem iloma mieszankami przypraw do mięsa) czy poszukiwanie sklepów zielarskich. Bawi mnie spacerowanie po naszej gejowskiej dzielnicy i oglądanie tych wszystkich koloro…

Amazon w pigułce

Obraz
-->> zdjęcia

Minął już pierwszy tydzień w Amazon i pora napisać coś o moim pracodawcy. Nie jestem z nimi jeszcze na tyle długo, żeby opowiadać o swoich obowiązkach, ale mogę już zreferować bardziej ogólne zasady. Takie, którymi każdy Amazończyk kierować się powinien. Wtłaczają nam je do głowy od pierwszego dnia pracy, ale nie narzekam, bo robią to w sposób ciekawy (postaram się o to samo), a praca dla firmy z charakterem to dla mnie nowe, interesujące doświadczenie.
Celem notki jest przekazanie tego, co mi opowiedziano, a co nie jest tajemnicą firmy. Jestem przekonany, że w Amazon wiele rzeczy nie wygląda tak różowo, jak je zaraz przedstawię, ale cóż... Nie dziwota, że w pierwszy tydzień pracy raczono nas tylko miodem. :)
Co sprawia, że firma osiąga 48 miliardów dolarów zysku ze sprzedaży rocznie? To 150 miliardów złotych, czyli prawie tyle co PKB Bułgarii! Dlaczego ceny jej akcji skaczą w ciągu roku ze 180 do 260 dolarów? Prosta odpowiedź brzmi... Kindle. Ja wspomniałbym jeszcz…

Kula domowa - tydzień 0.

Obraz
Paweł szykuje dla Was już super posta o Amazon.com, a ja w międzyczasie, tak na szybko chciałam poruszyć jedną rzecz.
Któraś już osoba z kolei pyta, kiedy rozpocznę obiecany cykl ważenia się. No więc, moi Drodzy, śpieszę wyjaśnić, że nie mamy jeszcze wagi. Jak tylko jakąś nabędziemy, akcja rusza!:P
W sobotę miałam okazję zmierzyć się z moimi demonami:P Zważyłam się i ... nie przytyłam, ha!;)
Całusy ze słonecznego i ciepłego Seattle! (ponoć w Krakowie leje)


I love Pierogies!

Minął pierwszy tydzień naszego pobytu w Seattle. Teraz już niektórzy zaczęli chodzić do pracy, a niektórzy mają czas na pisanie bloga i uzupełnianie zaległości;)
Mieszkańcy Seattle lubią aktywnie spędzać czas. Kiedy tylko mają okazję, jeżdżą w góry, pływają kajakami, podróżują, o bieganiu i jeździe rowerem nie wspominając. Dodatkowo, słońce wyciąga z domów ludzi chcących się nim nacieszyć przed nadchodzącymi ośmioma miesiącami  mroku. Zwłaszcza w weekend. Dlatego, gdy w sobotę poszliśmy z Pawłem do Woodland Park Zoo, spotkaliśmy tam prawdopodobnie wszystkie dzieciate pary z Seattle i okolic. Zoo, jak chyba wszystko w tym mieście, jest świetnie zorganizowane. Dzieciaki mogą uczestniczyć w specjalnych pokazach czy pogadankach edukacyjnych o zwierzakach; mogą pogłaskać osiołka, kozę i krowę; mogą wejść do hali, w której utrzymywany jest mikroklimat lasu tropikalnego z jego roślinnością i ptactwem (oraz drapieżnikami - już za szybką;)). My też, ciągle młodzi, spędziliśmy tam ładnych parę…

Jeśli muzeum to tylko science-fiction i rocka!

Obraz
-->> zdjęcia

Wybraliśmy się wczoraj z Basią do EMP Museum, czyli muzeum rocka, science-fiction i pop kultury. EMP to w zasadzie antymuzeum - nowoczesne, interaktywne i tematycznie ciekawe. Całość znajduje się w futurystycznym budynku, przez który przebiega trasa miejskiej kolejki nadziemnej (oprócz niej w Seattle ludzi wożą także autobusy, trolejbusy i tramwaje).

Wewnątrz budynku - wystawy, które ponoć zmieniają się cały czas. My trafiliśmy na historię Nirvany, Jimi'ego Hendrixa oraz The Rolling Stones. Do tego wystawa ikon science fiction (rekwizyty z Matrixa, Obcego, Star Treka czy Gwiezdnych Wojen, a także green screen na tle którego można wkomponować się w cyfrową scenę) i wystawa ikon horroru (głównie rekwizyty, ale także budka krzyku, gdzie trzeba krzyczeć, co budka uwiecznia na zdjęciu i wyświetla jako fragment wystawy!). Przy wejściu do EMP znakomicie nagłośnione kino, gdzie puszczają m. in. fragmenty koncertów Hendrixa. Tuż obok rzeźba z setek instrumentów, cudna! N…

Tyle słońca w całym mieście!

Obraz
Nie myślcie sobie, że tytuł posta to żart, o nie! Od wczoraj jeszcze nie padało:P  Ba, podobno nie padało już ładnych parę tygodni i jest to naprawdę ewenement.
Chciałam jeszcze wrócić do naszej podróży i kontroli na lotnisku w Stanach. Otóż, nie było żadnej! Na odprawie celnej usłyszeliśmy jedynie 'Don't get lost in America!'. Potem  niegroźnie wyglądający psiak nas obwąchał; przy ostatniej bramce zapewniliśmy, że nie wwozimy mięsa, ja wprawiłam w konsternację pana urzędnika, który po usłyszeniu nazwiska powiedział tylko 'Are you kidding me?' i ... po wszystkim!
Z lotniska odebrali nas znajomi znajomych Roberta - Bożena, Polka i David, jej mąż. Strasznie sympatyczni, uśmiechnięci i pomocni. Czy w ogóle są tu niemili ludzie? Wspominam o nich, bo jestem przekonana, że jeszcze przewiną się w naszej telenoweli;)
Jeszcze parę rzeczy, o których Paweł nie napisał:
Mieszkamy w Capitoll Hill. Jest to gejowski teren i na dzielnicy już wrze, że przyjechały świeże kąski prost…

Magiczne początki

Obraz
Dolecieliśmy! Jest 21, czyli 6 rano czasu polskiego. Mam praktycznie całą noc nieprzespaną a nie odczuwam senności. Cóż, każdy przeżywa jetlag (9 godzin różnicy) na swój własny sposób... Basia i Robert już dawno śpią.
Siedzę w naszym bardzo przytulnym i znakomicie usytuowany apartamencie. Sprzed budynku mamy niesamowity widok na Space Needle z amerykańska flagą w tle. USA pełną gębą.
Jakieś 0,5 km stąd jest wielki sklep. Jeszcze nie widziałem tyle jedzenia w jednym miejscu. Oczywiście setki pizz i hot dogów do mikrofali, ale także mielona kawa (samoobsługowa), gotowe sałatki, kurczaki, przekąski, półki pełne win, płatków, pieczywa, jedzenia asian czy szerzej - international. Polski hipermarket ale zamiast półek ze sprzętem ogrodniczym jest jedzenie, jedzenie, jedzenie. Założę się, że Basia zakocha się w tym miejscu gdy ją tam jutro zabiorę.
Wszystko to na ulicy Broadway, którą przemierza mnóstwo tubylców. Dookoła świecące knajpki i restauracje wszystkich stron świata. I bezdomni z ps…

Deszczowa piosenka

Rafał podesłał nam piosenkę Marka Knopflera o celu naszej podróży. Jak można się spodziewać, w utworze kluczową rolę odgrywa deszcz.

Seattle - you've got to love the rain
And we both love rain
We both love rain

--> kliknij żeby posłuchać

Garść informacji na dobry początek

Obraz
Kiedy zdecydowaliśmy się na wyjazd do Seattle, wiedziałam o tym mieście tyle, co chyba każdy: że non stop tam leje i że to tam Kurt Cobain z chłopakami założyli Nirvanę.
Teraz, na trzy tygodnie przed wylotem, mam dla Was trochę ciekawostek.
Seattle: największe miasto w stanie Waszyngtonjego nazwa pochodzi od imienia Si'ahl, wodza okolicznych plemion Duwamish i Suquamishokreślane jest "Deszczowym Miastem" lub "Miastem Samolotów" (no, może nie jest to najtrafniejsze tłumaczenie dla "Jet City"...) - tu swoją siedzibę ma Boeing. Najczęściej nazywane jest jednak "Szmaragdowym Miastem" ze względu na dużą ilość soczyście zielonych lasów w okolicy i mnogość parków w samym mieście mieszkaniec Seattle to Seattleitew 2010 miasto liczyło około 609tys. mieszkańców. Aglomeracja Seattle-Everett-Tacoma liczy ich już ponad 3,3mlnjednym z miast partnerskich Seattle jest Gdyniaróżnica czasu między Polską i Seattle wynosi 9 godzinw 2005 r. zostało okrzyknięte mi…