Posty

Wyświetlanie postów z luty, 2014

“Death, taxes and childbirth! There's never any convenient time for any of them.”* - jak bezboleśnie rozliczyć podatki w USA?

Obraz
Przyznaję bez bicia, że w kwestii rozliczeń podatkowych jestem zupełnie zielona. Jeszcze w Polsce zawsze miałam koło siebie kogoś, kto pomagał mi z rozliczeniami (mimo tego, że w zasadzie sprowadzało się to tylko do przepisania mojego PITa...).

Perspektywa samodzielnego rozliczenia się w Stanach trochę mnie denerwowała, bo nie dość, że amerykańskiego procesu podatkowego nie znam w ogóle, o ulgach podatkowych nawet nie wspominając, to do tego nie jestem pewna, jak mój status imigracyjny może wpływać na całość.

Indywidualni podatnicy mają czas do 15 kwietnia na złożenie deklaracji podatkowych. Niby jeszcze dużo czasu zostało, ale, ponieważ spodziewaliśmy się długiego, albo co najmniej bolesnego procesu, postanowiliśmy rzucić na to okiem już teraz, gdyby okazało się, że jednak będzie trzeba w panice szukać księgowego na ostatnią chwilę**.

A tu proszę, co za niespodzianka! Odkryliśmy TurboTax,  program, który poprowadzi Cię za rękę przez cały proces i z którym rozliczenie się to bułka z m…

Co sie dzieje, kiedy wszechswiat ma cie w d*p*e?

Bilans dnia:

- wstalam o 5 rano, po 6h snu (pierwszych od 24h)
- jetlag!
- spedzilam w ambasadzie amerykanskiej ponad 5 h, najpierw stojac w kolejce do kolejki (sic!), pozniej czekajac 4.5 h az moje zgloszenie zostanie rozpatrzone. Ambasada amerykanska w Londynie jako chyba jedyne miejce na swiecie, stosuje metode last in first serve, czyli po naszemu 'kto pierwszy, temu dzien stracony'.
+ po 4.5h czekania we wlasciwej kolejce i 2 minutowym interview dostalam wize amerykanska!
+ co oznacza, ze wroce do Pawla za tydzien!
- za to nie zdazylam na samolot do PL, braklo mi 10 min!
- siedze na lotnisku, place za wifi (granda!)
- czeka mnie koczowanie do 6 rano, za stara jestem na takie przeboje

Podsumowujac - nie jest zle, moglam nie dostac wizy:P

Było, minęło. Styczeń.

Obraz
"Ale ten czas szybko leci" - wzdycham codziennie. Nie lubię poczucia, że czas ucieka mi między palcami, a niestety unormowany tryb życia (praca-dom, praca-dom + jakieś urozmaicenia w weekendy) stwarza wrażenie nudnej rutyny - nawet, jeśli robisz coś ciekawego w poniedziałek, do piątku już o tym zapomnisz w nawale pracy, obowiązków czy planowania kolejnego tygodnia.

A może to tylko ja tak mam?
Przeglądałam ostatnio nasze zdjęcia i doszłam do wniosku, że najnormalniej w świecie zapominam o masie fajnych rzeczy, które robimy i że tak naprawdę, nie mam co narzekać na nudę (tak jednak już mam, że zawsze chciałabym robić więcej).
Stąd pomysł na zdjęciowe podsumowanie miesiąca, które, po pierwsze, będzie mi przypominać, żeby nie zrzędzić, a po drugie, zmobilizuje, żeby robić jeszcze więcej ciekawych rzeczy:)


Noworoczny spacer. Pogoda iście seattlowska - szaro, buro, ale świąteczny duch jeszcze wisi w powietrzu;)


W końcu zaliczyliśmy Seattle Great Wheel - ponad 50-cio metrową karuze…