niedziela, 23 lutego 2014

“Death, taxes and childbirth! There's never any convenient time for any of them.”* - jak bezboleśnie rozliczyć podatki w USA?

Przyznaję bez bicia, że w kwestii rozliczeń podatkowych jestem zupełnie zielona. Jeszcze w Polsce zawsze miałam koło siebie kogoś, kto pomagał mi z rozliczeniami (mimo tego, że w zasadzie sprowadzało się to tylko do przepisania mojego PITa...).

Perspektywa samodzielnego rozliczenia się w Stanach trochę mnie denerwowała, bo nie dość, że amerykańskiego procesu podatkowego nie znam w ogóle, o ulgach podatkowych nawet nie wspominając, to do tego nie jestem pewna, jak mój status imigracyjny może wpływać na całość.

Indywidualni podatnicy mają czas do 15 kwietnia na złożenie deklaracji podatkowych. Niby jeszcze dużo czasu zostało, ale, ponieważ spodziewaliśmy się długiego, albo co najmniej bolesnego procesu, postanowiliśmy rzucić na to okiem już teraz, gdyby okazało się, że jednak będzie trzeba w panice szukać księgowego na ostatnią chwilę**.

A tu proszę, co za niespodzianka! Odkryliśmy TurboTax,  program, który poprowadzi Cię za rękę przez cały proces i z którym rozliczenie się to bułka z masłem! Z mojego bezgranicznego zachwytu urodził się post, który właśnie czytasz;)
(niestety nie jest to post sponsorowany, ale gdyby ktoś z TurboTax chciał nam za ten post zapłacić, to chętnie przyjmiemy $$$)

TurboTax najpierw wypyta Cię o podstawowe informacje, na podstawie których wybierze opcję rozliczenia najkorzystniejszą w Twojej sytuacji  (single, married, married with joint application, itp). Następnie, krok po kroku wypyta Cię o wszystkie niezbędne.

Wielki plus za automatyzację procesu: nie musisz przepisywać formularza W2, aplikacja zaimportuje go dla Ciebie; jeśli posiadasz konta u brokerów lub choćby Mint.com, również możesz je importować, aby uniknąć przepisywania kolumn cyfr. Szybko, prosto i przyjemnie.
Bardzo podoba mi się też to, że wszystko jest dokładnie tłumaczone, co pozwoliło mi ogarnąć się trochę i usystematyzować moją, do tej pory bardzo lichą wiedzę na temat podatków w USA.

W wersji podstawowej Turbo Tax jest produktem darmowym. Jeśli Twoja sytuacja podatkowa jest nieskomplikowana, nie sprzedawałaś/łeś akcji albo nieruchomości, nie musisz rozliczać się z oszczędności za granicą, to super - za darmochę załatwisz wszystko w 30 min.
W przeciwnym wypadku, w zależności od "dodatkowych" kalkulacji, jakie zostaną dla Ciebie wykonane, będziesz musiał/a dopłacić dodatkowe 20/50$, co i tak jest niczym w porównaniu z kosztem wynajęcia księgowego.

Jeśli więc zamierzasz się rozliczać w Stanach i trochę Cię to przeraża, a jeszcze nie miałaś/łeś okazji wypróbować Turbo Tax, zdecydowanie polecam!


(Zdjęcie znalezione w internecie)

* Margaret Mitchell, Przeminęło z wiatrem
**A nie byłoby to proste, bo księgowi przeważnie bukowani są ze sporym wyprzedzeniem, parę firm, które sprawdzałam jeszcze w grudniu nie przyjmowały już nowych klientów.

piątek, 7 lutego 2014

Co sie dzieje, kiedy wszechswiat ma cie w d*p*e?

Bilans dnia:

- wstalam o 5 rano, po 6h snu (pierwszych od 24h)
- jetlag!
- spedzilam w ambasadzie amerykanskiej ponad 5 h, najpierw stojac w kolejce do kolejki (sic!), pozniej czekajac 4.5 h az moje zgloszenie zostanie rozpatrzone. Ambasada amerykanska w Londynie jako chyba jedyne miejce na swiecie, stosuje metode last in first serve, czyli po naszemu 'kto pierwszy, temu dzien stracony'.
+ po 4.5h czekania we wlasciwej kolejce i 2 minutowym interview dostalam wize amerykanska!
+ co oznacza, ze wroce do Pawla za tydzien!
- za to nie zdazylam na samolot do PL, braklo mi 10 min!
- siedze na lotnisku, place za wifi (granda!)
- czeka mnie koczowanie do 6 rano, za stara jestem na takie przeboje

Podsumowujac - nie jest zle, moglam nie dostac wizy:P

sobota, 1 lutego 2014

Było, minęło. Styczeń.

"Ale ten czas szybko leci" - wzdycham codziennie. Nie lubię poczucia, że czas ucieka mi między palcami, a niestety unormowany tryb życia (praca-dom, praca-dom + jakieś urozmaicenia w weekendy) stwarza wrażenie nudnej rutyny - nawet, jeśli robisz coś ciekawego w poniedziałek, do piątku już o tym zapomnisz w nawale pracy, obowiązków czy planowania kolejnego tygodnia.

A może to tylko ja tak mam?
Przeglądałam ostatnio nasze zdjęcia i doszłam do wniosku, że najnormalniej w świecie zapominam o masie fajnych rzeczy, które robimy i że tak naprawdę, nie mam co narzekać na nudę (tak jednak już mam, że zawsze chciałabym robić więcej).
Stąd pomysł na zdjęciowe podsumowanie miesiąca, które, po pierwsze, będzie mi przypominać, żeby nie zrzędzić, a po drugie, zmobilizuje, żeby robić jeszcze więcej ciekawych rzeczy:)


Noworoczny spacer. Pogoda iście seattlowska - szaro, buro, ale świąteczny duch jeszcze wisi w powietrzu;)


W końcu zaliczyliśmy Seattle Great Wheel - ponad 50-cio metrową karuzelę z przepięknym widokiem na miasto i zatokę Eliott Bay.

Tydzień później odhaczyliśmy kolejny punkt z listy "must see" - plażę Alki Beach. Miejsce to słynie z zimnych wiatrów, które dają w kość nawet w lecie i przepięknego widoku na Downtown Seattle.


Soczysta zieleń, górskie szczyty i promy - esencja Seattle!


W styczniu odbyła się też poświąteczna impreza Amazona. Przyznaje bez bicia, że pod względem organizacji i efektów wizualnych pobiła wszystkie imprezy firmowe, na jakich byłam!
Zachęcam do przeczytania relacji z imprezy TUTAJ. Zdjęć niestety nie robiłam, ale pod wspomnianym linkiem znajdziecie ich trochę.
źródło: blog.vec.com


W końcu wybraliśmy się na narty (Paweł po raz pierwszy w życiu!) i na ściankę wspinaczkową. Oby częściej:)

Koniec miesiąca spędziłam w Kalifornii na trzydniowej konferencji. Jak to w pracy - było pracowicie, ale też super interesująco - udało mi się załapać na przejażdżkę samojeżdżącym samochodem:)


Nie mogę zapomnieć o naszych sobotnich maratonach planszówkowych, bez których już nie możemy wyobrazić sobie tygodnia;)


Luty zapowiada się super - za parę dni wybieram się w delegację, tym razem na Stary Kontynent.
Kolejny powód  (i zarazem dowód na to, że świat jest mały) - moja kuzynka dopiero co przeprowadziła się do Seattle i wygląda na to, że będziemy sąsiadkami:) Tak, tak, dobry początek roku!