Posty

Wyświetlanie postów z 2014

Poświątecznie i (głównie) w obrazach

Obraz
Święta, Święta i po Świętach...
Do szarej, poświątecznej rzeczywistości wraca się szybko zwłaszcza w Stanach, gdzie większość ludzi ma wolne tylko 25 grudnia.


Nasze Święta zaczęliśmy, jak zwykle na obczyźnie, od kolacji Wigilinej z innymi międzynarodowymi "sierotkami". W tym roku było polsko-rosyjsko-singapursko z niespodziewanym chińskim pierwiastkiem. Po raz pierwszy życiu mieliśmy na Wigilii niespodziewanego wędrowca! Dołączył do nas Chińczyk, który dzień wcześniej przyleciał do USA.
Nie było 12 potraw a 4, opłatek utknął w paczce na poczcie a po kolacji obejrzeliśmy "Love Actually" zamiast Kevina, ale wieczór udał się bardzo. Każdy przyniósł jakieś danie charakterystyczne dla swojego kraju, obdarowaliśmy się też drobiazgami i spędziliśmy razem przyjemne godziny przy naszej przepięknej choince.

Mam nadzieję, że Wy, nasi czytelnicy spędziliście Święta w cudownej, rodzinnej atmosferze i jesteście gotowi na wyzwania nowego roku. Bardzo się cieszymy, że jesteście z …

Na Dalekim Wschodzie

Obraz
W Pekinie lekko po północy. Zarówno w Indiach jak i w Chinach widziałem na razie mniej niż bym chciał. Dużo pracuję, tak jak lokalni Amazończycy. Oba narody spędzają w biurze zdecydowanie więcej czasu niż Amerykanie.

Te kilka dni kiedy udało mi się wyjść na miasto były super. Przemili tubylcy z biur dbają o mnie i oprowadzają po okolicy. W Indiach Farooque zaprosił mnie do siebie na wielką kolację, a dzień potem wynajął taksówkę i obwoził po mieście. W Pekinie dbają o mnie grupowo. Dziś Xunlong i Chen Kun zawieźli mnie na Wielki Mur a potem na pyszny hot pot. Rewelacyjna sprawa, mieć ze sobą lokalnych ludzi, których idzie zrozumieć. Dowiedziałem się tylu ciekawych rzeczy!

Krótkie podsumowanie wrażeń...

Indie niesamowite, dzikie, brudne i niepoukładane. Chaos który w jakiś przedziwny sposób sam siebie trzyma w ryzach. Moje odczucia: głównie fascynacja, ale i zmęczenie, trochę zniesmaczenia. Na pewno wrócę tu jeszcze, poszamać dobry naan.

Chiny póki co wypadają gorzej, ale to tylko Pek…

Indie nie Indie

Trochę niespodziewanie zaczął mi się właśnie miesiąc poza domem. Wiem, że dopiero się zaczyna, bo ciągle męczy mnie jetlag, jest szósta rano.

Pierwszy raz w Indiach, albo pokochasz albo znienawidzisz, tak mówią. Czuję się dziwnie, jakbym tu był i niebył. Nie tak wyobrażałem sobie moją pierwszą podróż tutaj - w ramach pracy, schowany w biurze albo hotelu w centrum miasta. Obiecuję sobie, że liznę jeszcze prawdziwych Indii przed wyjazdem, choć mam tylko kilka dni i dużo pracy. Póki co korzystam z pozytywnych aspektów wyjazdu - towarzystwa Hindusów których rozumiem. Próbuję od nich dowiedzieć się czegoś o kraju.

Moje pierwsze wrażenie podobne jak w Armenii - inny świat. Ciepłe, stęchłe, zanieczyszczone powietrze, głośno. Zamiast kwieciście opowiadać, wypunktuję kilka ciekawostek:
Nikt mi o tym nie powiedział, ale wszędzie pełno ochrony i bramek - wykrywaczy metalu. Bo w Indiach zdarzają się ataki terrorystyczne. A po każdym nowe bramki wynurzają się spod ziemi jak grzyby po deszczu. Jest…

1000 filiżanek kawy. 5: Slate Coffee Roasters

Obraz
Piątkowa wizyta w Slate jest powodem, dla którego po ponad roku (sic!) postanowiłam odkurzyć mój kawowy cykl.
Cóż, nie tylko powoli robię się kawową snobką (dzięki, Seattle), ale też coraz rzadziej piję moją małą czarną czy latte poza biurem, gdzie mamy swoją kawiarnię i doskonałych baristów (żyć, nie umierać).

O Slate słyszałam już któryś raz z kolei. Za każdym razem w zdaniu pojawiało się słowo "ekskluzywne/a" [fancy], co trochę mnie onieśmielało ;)
Miejsce jest małe, kawiarnia zajmuje jedno pomieszczenie niepozornego domku.
Design jest minimalistyczny i surowy. Białe ściany, kanciaste meble. Od razu widać, że faktycznie fancy;)



Slate słynie z bardzo dobrej kawy. Jeśli to Twoja pierwsza wizyta, zdecyduj się na ich menu degustacyjne.  Na przystawkę dostaniesz dwa rodzaje espresso, danie główne stanowi trio: espresso, świeże mleko i macchiato (espresso z mlekiem), na deser kawa mrożona z przepysznymi pomarańczami w czekoladzie, a na podwieczorek - gorąca czekolada z łyżeczką…

Dynia art :)

Obraz
O tym, że Halloween się zbliża nie da się zapomnieć ani na sekundkę. Witryny sklepowe, reklamy kostiumów, udekorowane domy - wszystko to krzyczy (już od miesiąca:P), żeby się odpowiednio przygotować.
A jak wiadomo, nie ma Halloween bez wydrążonej dyni! ;) W zeszłym roku potraktowaliśmy sprawę po macoszemu, w związku z tym teraz nastawiliśmy się na w pełni amerykańskie doświadczenie i Halloweenowe szaleństwo zaczęliśmy od odwiedzenia dyniowej farmy.

Remlinger farms znajduje się niecałą godzinę drogi na wschód od Seattle. Jest to przeurocza farma i godny podziwu biznes - od późnej wiosny aż do zimy można kupić tu sezonowe specjały (owoce, warzywa, drzewka choinkowe), przetwory czy alkohole. Obecnie króluje tu dynia i parujące kubki jabłkowego cydru, ale już za chwilę, już za momencik zacznie się szał choinkowy:)
Miejsce to jest bardzo przytulne: z sezonowymi dekoracjami witającymi na każdym kroku, ręcznie robionymi ciasteczkami i ciastami, które powodują ślinotok i domową kuchnią serwują…