sobota, 12 października 2013

Noogler Orientation

Pisze ta notkę z lotniska. Minął tydzień w Mountain View, moje pierwsze 5 dni w Google. Jak było?  W wielkim skrócie - super.

Na początku chce zaznaczyć, ze wszystkie opinie prezentowane przeze mnie są moimi własnymi, nie firmy.

Od czego wiec zacząć?  Może od tego, ze jestem padnięta!  Ilość wiadomości i wrażeń,  jakie dostarczono wszystkim Nooglerom* jest naprawdę przytłaczająca. Sesje zaczęliśmy w poniedziałek o 8 rano** w budynku z uroczym Androidem - Nooglerem przed głównym wejściem. Założyliśmy konta w systemie, zrobiono nam zdjęcia do identyfikatora, a następnie poszliśmy na szybkie śniadanie do pobliskiej kawiarni, z pełnymi brzuchami zaś prosto do sali wykładowej, w której czekał już na nas nowy i pachnący laptop i T-shirt.

Nie mogę i nie będę wdawać się w szczegóły szkoleń.  Większość z nich była naprawdę interesująca, np. o tym, jak działa search czy o wewnętrznej architekturze systemu. W Google ufa się pracownikom i już od pierwszego dnia odkrywa przed nimi tajemnice firmowe. Mozgi nam spuchły od liczb;)

Android Noogler. Kolorowa czapka ze śmigłem to symbol Nooglera;]

W porze lunchu każdego Nooglera odebrać miał manager/mentor. Moj czeka na mnie w Seattle, ale tymczasowym gospodarzem został PM z biura w Kalifornii. Facet był tak miły  ze specjalnie dla mnie przyniósł Google Glasses, pomyślał, ze może chciałabym się  pobawić. Super, nie?;) Resztę popołudnia spędziłam w budynku zespołu Google Maps, poznając kolegów z zespołu w Kalifornii i próbując odnaleźć się w labiryncie korytarzy;)

Każdy dzień wyglądał podobnie - z mojego tymczasowego mieszkania dojeżdżałam GBusem na kampus i najpierw szlam na śniadanie. Później zajęcia, przerwa na było i znów zajęcia.  Nie znaczy to, ze było nudno, oj nie;)  W międzyczasie spora frajdę czerpałam z poznawania kampusu. To miejsce jest jak z bajki, przypomina jedna wielka wyspę skarbów:) Co krok znajdowałam coś interesującego, zakręconego  ciekawego lub dziwnego, jak np. szkielet T-rexa, którego obsiadły flamingi.



 Każdy budynek, a jest ich bardzo dużo,  ma unikalny wystrój i przeważnie coś charakterystycznego, np.: przed budynkiem zespołu mapowego stoi dobrze wszystkim znany z Google Maps czerwony 'balonik' do oznaczania lokalizacji. Moim faworytem jest budynek Androida, nie tylko ze względu na kolekcje figurek na zewnątrz.  Środek jest jeszcze bardziej ciekawy - tuz przy wyjściu stoi wielki metalowy obcy (ci, którzy byli na FMF rok temu będą kojarzyć ten styl;)), a już sekcja dostępna tylko dla pracowników ma świetny wystrój i sporo motywów androidowo-robotowych. No i pokój gier rządzi, grałam w Pacmana przy oryginalnym stole do gier, ha!




Drugim ulubionym elementem krajobrazu są GBike's, czyli urocze kolorowe rowery w rożnych kształtach i wariantach (widziałam nawet kogoś na monocyklu!) . Ludzie śmigający miedzy rożnymi punktami kampusu na kolorowych rowerach to bardzo pozytywny widok! 


Jedzenie jest jednym  z ważniejszych tematów w Googlu. Serio:] Zacznę od zapoznania Was z dwiema zasadami - zasada 150 i zasada 15. Ta pierwsza mówi  ze Googler nigdy nie znajduje się dalej niż 150 stop od jedzenia a druga, ze przeciętnie w przeciągu 3-mcy każdy nowy pracownik tyje 15 fontów.  Związek miedzy 1 a 2 nieprzypadkowy:P
Jednym z pierwszych linków  jakie dostaliśmy na szkoleniu zawierał menu i godziny otwarcia kawiarni, jedyna wskazówką  jaka dostałam od mojego managera z Seattle było 'próbuj jedzenia w jak największej ilości miejsc';) 
A miejsca są świetne! Po pierwsze, jest ich masa. Masz ochotę na japońską kuchnie - idź do Cafe Atom! Może chińszczyzna?  - Sprawdź menu w Jia. Nie możesz zdecydować czy chcesz hinduskie, amerykańskie czy może meksykańskie jedzenie - idziesz do Charlie's, masz ochotę na wypasiona kanapkę - odwiedź Go!, a może smoothie? - idź to Slice, itp. itd. 


Co mi się jednak najbardziej podobało i urzekało każdego dnia, to kultura firmy. Wszyscy są niesłychanie mili, pomocni i tryskający energia. Cały kampus wydaja się nią buzować. Widać  ze ludzie tu pracujący są szczęśliwi, sami tez przyznają ze do tego bardzo rozpieszczeni;) A jeśli im już coś nie pasuje, maja okazje osobiście powiedzieć o tym założycielom Google'a na cotygodniowym spotkaniu. Tradycja jest, ze co tydzień pojawia się co najmniej jeden z nich, przez 15 lat działania firmy nie było wyjątku. W tym tygodniu miałam okazje uczestniczyć na tgif, na którym byli oboje i Larry i Siergiej:) 
Choć brzmi to naiwnie i pewnie kręcicie głowami z politowaniem, ale niesłychanie duży nacisk kładziony jest na dobra atmosferę pracy i to po prostu czuć i widać.


Jak wiec widzicie, jestem kompletnie zauroczona moim nowym miejscem pracy. Podoba mi się, ze jestem częścią czegoś dużego i ze moj pracodawca ma jasne zasady,  których się trzyma i które definiuje jako kluczowe dla dalszego działania. Każdy pracownik pracuje na wizerunek firmy i dlatego tak duża wagę poświęca się np. na szkolenia o bezpieczeństwie danych użytkowników.

I ostatnia obserwacja. Kampus Googla w Mountain View to państwo w państwie,  w którym Twoim paszportem, dowodem osobistym i karta kredytowa jest identyfikator. Doszłam do takiego wniosku, kiedy któregoś z kolei dnia zaczęłam się zastanawiać, gdzie właściwie jest mój portfel? Codziennie jestem zawożona do pracy, w której mnie karmią  poją,  uczą,  zrobią masaż, obetną włosy,  zaszczepia przeciwko grypie (i tak dalej i tak dalej) a na koniec dnia odwiozą z powrotem do domu. Przez tydzień nie wyciągałam portfela!

*Noogler = New Googler, czyli swiezak;)
**Gdybym miała na imię np. Zosia mogłabym pospać dłużej i zacząć szkolenie od sesji południowej  bo ze względu na ilość nowych pracowników zaczynających prace tego samego dnia(niech żyją wizy!) podzielili nas na dwie grupy.



czwartek, 3 października 2013

The final countdown

Nie, nie zaczęłam jeszcze pracy. Tyle osób pyta mnie o pierwsze wrażenia, że poczuwam się do wyjaśnień:)

Moja wiza ważna jest od 1 października, który w tym roku wypadł we wtorek. Pracę zaczyna się tu od poniedziałku, w związku  z tym, do paru miesięcy czekania dostałam jeszcze jeden tydzień:)

Godzina zero zbliża się wielkimi krokami i aż nie mogę uwierzyć, że zacznę pracować dla Google. Pierwszy tydzień spędzę w Mountain View na szkoleniu. W najbliższą niedzielę wylatuję z deszczowego Seattle do słonecznej i gorącej Kalifornii (muszę wygrzebać znów letnie ciuchy!). Zapowiada się super! Zobaczę kampus głównej siedziby, pojeżdżę kolorowymi googlowymi rowerami i pojem dużo dobrego jedzenia. No i poznam wszystkie firmowe tajemnice;)

Miałam być w teamie Google Cloud, ale ostatecznie wylądowałam w Google Maps Mobile. Dzięki mnie nie będziecie więc błądzić:D W zeszły poniedziałek spotkałam z moim managerem i kolegami z zespołu, wszyscy bardzo mili i przyjaźni. I zgadnijcie co! Po raz pierwszy w historii będę mieć koleżankę w zespole! Łałałiła!:D

znalezione w internecie