środa, 31 lipca 2013

Jak się tu mieszka - o mieszkaniach w Seattle

Znacie to powiedzenie, że 'niebo jest tam, gdzie brytyjska policja, włoscy kucharze, amerykańskie domy...' i tak dalej? Przez długi czas nie rozumiałam, o co chodzi z tymi domami. Dopiero, gdy się przeprowadziliśmy, uderzyło mnie to, jak duże i przestronne są mieszkania w Stanach, wtedy też spłynęło na mnie zrozumienie ...
No tak, w końcu wszystko jest duże w Ameryce!

Przy szukaniu lokum jedyna prawie pewna rzecz, to właśnie miła niespodzianka z powodu jego metrażu. Zaryzykuję stwierdzenie, że znakomita większość mieszkań dostępnych na rynku w Seattle ma ponad 40m2 (w zasadzie to taki jest metraż przeciętnej kawalerki). Nasze mieszkanie ma 65m2, co dla dwóch osób jest aż za nadto;)

Mówię oczywiście o dzielnicach blisko centrum, bo w miarę na bieżąco śledzę rynek w okolicy. Jestem przekonana, że na obrzeżach mieszkania są i dużo większe i sporo tańsze.

Mieszkania w Seattle dzielą się na dwie grupy - stare i nowe;) Ameryki nie odkryłam, ale wbrew pozorom, wraz ze stażem budynku dostajemy sporo w pakiecie. Może się więc komuś takie informacje przydadzą.

Weźmy taki apartamentowiec, w którym mieszkamy my. Wybudowany w latach 50. lub 60. zeszłego stulecia, na początku pełnił rolę hotelu. Cecha charakterystyczna? Po pierwsze - brak nowocześnie urządzonej kuchni, która w nowych budynkach jest standardem (mieszkania wynajmuje się nieumeblowane, ale kuchnie zawsze są odpicowane - piekarnik, zmywarka, mikrofalówka i ładne fronty to tam standard).
Jako tymczasowa kura domowa już nie wiem, ile razy przeklinałam stary, nieszczelny piekarnik ('on nie jest stary, on jest vintage' - mówią zachwycone koleżanki-Amerykanki), z którym nie mogę się dogadać. Jestem też pewna, że szybko zaprzyjaźniłabym się też ze zmywarką;)

Co za to możecie znaleźć w kuchni vintage czego może nie być w nowoczesnym budynku? Tzw. garbage disposal, czyli mechanizm podpięty do kuchennego zlewu służący do mielenia resztek:] Zupełna nowość dla Europejczyka, na początku zupełnie nie wiedziałam, co to za dziwactwo.
Nie lubię tego urządzenia, chodzi głośno jak kosiarka, ale niestety jest to przykra konieczność w starym budynku z wąskimi rurami. Używanie tej maszynki zapobiega zatykaniu się rur resztkami, ale też wpływa negatywnie na rozwój intelektualny Amerykanów, którzy myślą, że mogą tam zmielić wszystko, z łupinkami po ogórkach czy ziemniakach włącznie.

Jeśli już jesteśmy przy temacie rur, to w Seattle można pić kranówkę, choć my, ze względu na to, że wiemy co nieco o stanie budynku, tego nie praktykujemy. Kolejny minus, ale do zniesienia.

Charakterystyczną cechą większości mieszkań, nie tylko tych 'old-school' jest dywan pokrywający całą podłogę (bez kuchni i łazienki oczywiście). Jeśli zamierzacie wprowadzić się do mieszkania z dywanami, upewnijcie się, że zostały wymienione, bo aż strach myśleć, co sobie w nich żyje;) 

Kolejna rzecz to pralki i suszarki. W tych droższych miejscach każde mieszkanie jest w nie wyposażone, ale większość budynków posiada jeden/dwa pomieszczenia gospodarcze ze wspólnym sprzętem. Wygląda to dokładnie tak, jak pralnia w "The Big Bang Theory";) Wkurzające jest to, że nigdy nie wiesz, czy nie pierzesz majtek w pralce, w której ktoś przed chwilą prał gacie utytłane w psiej kupie, ale jak widać, ludzie z tym żyją;)

Kolejna rzecz, która może zaskoczyć przeciętnego Polaka, to przeróżne pomieszczenia socjalne na terenie apartamentowców. Znów - im więcej płacisz, tym więcej masz, ale standardem jest już (w nowszych budynkach) sauna /taras na dachu z jacuzzi i grillami / siłownia / pokój gier z konsolami dostępne dla każdego mieszkańca. Chcesz urządzić imprezę z przyjaciółmi? Nie ma problemu, na pewno wszyscy się zmieszczą;)

Pisząc o mieszkaniach, nie mogę nie wspomnieć o cenach. Teraz się jakieś szaleństwo odbywa i ceny idą sporo w górę. Możliwe, że tylko na okres wakacyjny, choć z tego, co pamiętam z zeszłego roku, uspokoi się to dopiero w zimie. 
Za jedno-sypialniane*  mieszkanie w nowych kompleksach płaci się od 1350$ w górę, w starych budynkach od ok. 1000$. Im mniej, tym mniej należy oczekiwać;) Może więc się zdarzyć, że 150$ różnicy w czynszu przełoży się na znaczącą różnicę komfortu mieszkania, dlatego uzbrójcie się w cierpliwość i nie decydujcie na pierwsze lepsze mieszkanie.

Dla porównania zupełnie przykładowe budynki: oddany do użytku w maju: CLICK i jakiś starszy na Capitol Hill: CLICK (nie mogę znaleźć nic innego, więc niech już będzie to ogłoszenie:P)

Ceny są dość wysokie, ale jest też spora pula mieszkań socjalnych, zarezerwowanych dla rodzin/osób o odpowiednio niskich dochodach (jeśli się nie mylę, jest to coś ok. 40/50 tys. rocznie). Jeśli się więc komuś uda załapać, może wprowadzić się do świeżo oddanego do użytku budynku i płacić 70% ceny.

Gdzie i jak szukać mieszkania?
O tym może w następnym odcinku:)

*mieszkania są definiowane na podstawie ilości sypialni i łazienek. 1bd/1bth to jedno-sypialniane i jedno-łazienkowe mieszkanie + salon; 1bd/1.5bth to jedno-sypialniane mieszkanie z łazienką, toaletą i salonem.








poniedziałek, 22 lipca 2013

Bite of Seattle

Lato w mieście na całego, a w związku z tym jest też zatrzęsięnie przeróżnych imprez. Zeszła niedziela upłynęła pod znakiem imprezy kulinarnej Bite of Seattle.
Według tego, co wyczytałam wcześniej na stronie internetowej wydarzenia, Bite of Seattle miało być spotkaniem lokalnych restauratorów z klientami i możliwością zaprezentowania oferty.

Wyobrażałam to sobie jako wielki piknik, ale atmosfera była raczej festynowa. Całe Seattle Center wypełnione było stoiskami z jedzeniem. Niestety były to raczej fast-foody a nie restauracje, ale pomiędzy tradycyjnym tłustym amerykańskim jedzeniem nie brakowało ciekawych budek z potrawami z przeróżnych części świata.
Znacznie bardziej niż jedzenie zasmakowało nam jednak piwo. W okolicy znajduje się sporo małych browarów, w tym jeden w mojej ulubionej dzielnicy - Fremont. I co za niespodzianka, to właśnie Summer Ale z Fremont było najlepsze;)

Było i coś dla ciała i coś dla ducha - rozstawiono parę scen, na których przez cały czas brzmiała muzyka. No, po prostu festyn:) Z tą tylko różnicą, że w przeciwieństwie do polskich festynów, dostęp do alkoholu jest w Stanach dużo trudniejszy.
Ogródki piwne są ogrodzone solidnym płotem z jednym wąskim wejściem, przy którym dokładnie sprawdzane są dowód tożsamości. Na terenie ogródka porządku pilnuje służba 'Baverage Enforcement' (świetna nazwa) i szans nie ma, żeby ktoś niepowołany wszedł lub opuścił 'zagrodę'.
Na szczęście lub nieszczęście ma się już od jakiegoś czasu to 21 lat...;)


Można było wziąć udział w spotkaniu/lekcji prowadzonym przez najlepszych kucharzy z okolicy
Policjanci z Seattle jeżdżą radiowozem, ścigaczem, Harleyem, rowerem albo koniem;)

środa, 17 lipca 2013

Wróciłam! (wyjechałam)

Już prawie od tygodnia jestem w Seattle. Lot jakoś przeżyłam, kontroli prawie nie miałam, poza małym incydentem we Frankfurcie - moje oscypki udawały bomby przy prześwietleniu i musiałam się spowiadać;)

Prawie bezboleśnie przesiadłam się na amerykańską rzeczywistość - przykleiłam uśmiech i szczerzę moje za mało białe zęby;)

A w weekend mieliśmy prywatne małe święto i z tej okazji sprezentowaliśmy sobie małą wycieczkę do Portland. Możecie o niej przeczytać tu: LINK

A poniżej jeszcze migawki z Polski. Enjoy:)

poniedziałek, 1 lipca 2013