Poszukiwanie pracy w USA

Temat dzisiejszego posta to zarazem powód, dla którego milczałam ostatnimi czasy. Szukanie pracy i przygotowywania do rozmów pochłonęły całą moją energię i uwagę.
Dziś jest piątek, pogoda przecudowna (siedzę przy otwartym balkonie w bluzce z krótkim rękawem - zazdrośćcie!:)) i w końcu poczułam odrobinę luzu i się relaksuję. Jest to dobra okazja, żeby napisać Wam o kolejnych różnicach między Polską a USA, tym razem w kontekście procesu rekrutacyjnego.

Uwaga - wszelkie informacje i wskazówki związane są z moją branżą -  IT.  Nie mam pojęcia, czy cokolwiek z tego, co tu piszę może się przydać komukolwiek niezwiązanemu ze światem komputerowców:) *

Na początku powinniście wiedzieć, że rejon Seattle to drugie, zaraz za Doliną Krzemową, centrum amerykańskiego świata IT. Główną siedzibę ma tu Amazon, rzut beretem stąd - w Redmond jest  Microsoft. Poza tym Google, Facebook, Ebay, Adobe, Nintendo, Cisco, Hula, Expedia, Netflix i masa innych. Gospodarka nakręcana jest przez nerdów z całego świata, którzy przyjeżdzają tu pracować, zarabiać i wydawać swoje dolary. Nic więc dziwnego, że Seattle to jedno z droższych miast w USA, skoro spory procent mieszkanców zarabia krocie w branży IT.

Przed wyjazdem miałam sporo obaw wynikających z braku wizy pracowniczej. Mówiłam sobie jednak, że przecież znalezienie pracy tu nie powinno być trudne. Wybór pracodawców wielki, a kto by nie chciał zatrudnić takiej bystrej programistki?

Niestety, przyszło mi się rozczarować. Bo choć potencjalnych miejsc pracy jest sporo, większość z nich dostępna jest tylko dla osób już posiadających pozwolenie o pracę.  Niewiele firm ma czas, pieniądze i ochotę bawić się w sponsorowanie wiz. Zwłaszcza, że w najgorszym wypadku od złożenia oferty do momentu rozpoczęcia pracy może minąć rok - w zależności od tego, w którym momencie roku wizowego zaczyna się cała procedura.

Myślę, że powinnam wyjaśnić, o co w ogóle chodzi z tymi wizami.  Wiza, która umożliwia pracę na terenie USA m.in. w branży IT to wiza H1B.  Co roku wydawanych jest niewiele ponad 65 tys. wiz tego typu, jest to wielkość nieprzekraczalna. Aby ją dostać, trzeba najpierw znaleźć pracodawcę, który zechce Cię zatrudnić i ją zasponsorować (oraz zająć się  wszystkimi formalnościami - a papierkowej roboty jest masa!). Firmy mogą aplikować o wizy dla przyszłych pracowników od 1 kwietnia każdego roku.  W praktyce więc najlepiej zacząć szukać pracy około stycznia/lutego. 

 Z szukaniem pracy trzeba się jednak spieszyć. 2 lata temu pula wiz H1B wyczerpala się w listopadzie, rok temu w czerwcu, a z każdej strony słyszę, że w tym roku może to być nawet maj! 
Jeśli już jesteś szczęśliwcem, który znalazł sponsora i wiesz, że załapiesz się na wizę, pracę i tak możesz zacząć 1 października - dopiero wtedy Twoje pozwolenie na pracę nabiera ważności.

Z praktycznego punktu widzenia znaczy to mniej więcej tyle, że:
  • Jeśli nie znajdziesz sponsora przed kwietniem, szansa na to, że zaczniesz pracować w tym roku, jest praktycznie zerowa. Twoje wakacje przedłużają się  o rok.
  • Nie każdy pracodawca ma ochotę zatrudniać pracownika dostępnego dopiero za 6-8 m-cy i jeszcze za to placić.
Nie zdziwi Wam pewnie więc fakt, że wiele firm nawet nie chce rozmawiać z kandydatami nie posiadającymi pozwolenia na pracę, a sponsorami wiz są głównie giganci, których stać na wynajęcie zewnętrznych firm przeprowadzających procedury wizowe.

Nie wiem, ile CV (tu nazywanych 'resume') wysłałam i ile rozmów telefonicznych odbyłam. Większość z nich kończyła się w momencie, gdy okazywało się, że nie mam wizy H1B - wtedy entuzjazm moich rozmówców umierał w momencie;)

Udało mi się na szczęście zainteresować też parę firm, którym mój brak wizy nie przeszkadzał. 

Jako ciekawostkę dodam, że udało mi się to nawet pomimo mojego 'skrajnie europejskiego CV' - bo tak zostało ono określone przez pomocnego rekrutera z Amazon. Pochodzi on z Wielkiej Brytanii i powiedział mi któregoś dnia, że dla niego moje CV jest super, ale od razu widać, że nie jestem stąd - za dużo mam technicznych informacji a za mało chwalenia się, jakie super były te projekty w których uczestniczyłam.

Jeśli więc przygotowujecie CV dla amerykańskiego pracodawcy pamiętajcie, żeby:
  • nie używać wypasionego formatowania czy grafik - każda większa firma ma własny system formatowania i Twoje super CV rozjedzie się w nim kompletnie!
  • broń Boże, nie dodawać zdjęcia! Ja oczywiście dałam, bo w PL to jest standard. Pawła manager powiedział, że pracodawcy tego nie lubią, bo jest to podstawa do procesowania się w razie nieotrzymania oferty pracy (Nie dostałaś pracy? Oskarż firmę o dyskryminację farbowanych blondynek z niebieskimi oczami!)
  • pisząc o swoim doświadczeniu, dodaj informacje o zespole w jakim pracowałeś, o tym, co udało Ci się uzyskać, co wniosłeś do produktu. Napisz koniecznie, dlaczego Twoj produkt był taki super
  • musisz się umieć sprzedać. Długie godziny spędziłam, przerabiając CV na amerykanski styl pt. "patrzcie jaka jestem mądra i ile super rzeczy zrobiłam", ale Amerykanie tacy właśnie są. Dumni z siebie, dumni ze swoich osiągnieć. "JA" jest na pierwszym miejscu. Nawet jeśli jesteś członkiem zespołu pracującego nad czymś, mów "JA zrobiłam/łem", zamiast "zrobiliśmy"
Mimo wszystkim rażących błędów - zdjęcia, pięknego formatowania z gwiazdkami oznaczającymi poziom zaawansowania, niewychwalaniu siebie pod niebiosa, moje CV zadziałało:)

Obecnie rekrutuje się do czterech firm: Google, Amazon, Tableau Software i Microsoft. Wprawdzie nie mam zbyt wiele doświadczenia zawodowego, ale za to spore w odbywaniu rozmów o pracę;) W Polsce informatyk po AGH ( i nie tylko) nie ma żadnego problemu ze znalezieniem miejsca, w którym może się rozwijać. Wybór zazwyczaj jest wielki, dlatego starałam się chodzić na rozmowy w wiele różnych miejsc, zanim podejmowałam decyzję.
Każde ze spotkań wyglądało podobnie - zazwyczaj trwało około dwóch godzin, podczas których padało parę pytań o projekty, w których brałam udział, uczelnię, temat pracy magisterskiej. W niektórych firmach pierwszym etapem była rozmowa z HR i odpowiadanie na masę ogłupiających pytań, których osobiście nie cierpię, a dopiero później był czas na techniczną rozmowę.
Techniczna rozmowa była odpytywaniem z języka programowania i z technologii, które znasz. Do tego jakieś ogólne pytania o podstawy informatyki, wzorce projektowe. Pytania, czasami bardzo szczegółowe, były zorientowane na narzędzia i frameworki. Sprowadzały się do weryfikacji Twojej znajomości  wszystkich pięknych rzeczy wymienionych w CV. Bardzo rzadko trzeba było pisać kod, a częściej odpowiadać na wyrywkowe pytania o losowe zagadnienia czy rozwiązywać 'testy wiedzy o...'.

Wydawało mi się, że ma to sens - w końcu skoro aplikujesz na stanowisko 'Programista Java', to Jave powinieneś mieć w jednym paluszku, prawda?
Tu podejście jest inne. 
Zamiast wałkować cię na lewo i prawo z Javy i powiązanych technologii, rekruterzy sprawdzają, czy potrafisz myśleć i jak potrafisz myśleć. A jeśli przy okazji umiesz Jave - to fantastycznie! Ważniejsze jednak jest to, czy myślisz efektywnie, czy potrafisz dostosowywać się do zmiennych warunków, czy potrafisz zaprojektować i napisać coś, co będzie działać tak samo dobrze dla jednego użytkownika i miliona użytkowników (temat skali i skalowalności jest tu niezmiernie ważny, ale nikt nie oczekuje, ze od razu po studiach będziesz w stanie zrobić cuda - liczy się to, jak podchodzisz do zadania).
Początkowo broniłam polskiej metody. Prawdopodobnie dlatego, że algorytmika nie jest moją mocną stroną, a żeby dostać pracę w USA, trzeba być w tym naprawdę dobrym. Musiałam cofnąć się do pierwszego roku studiów i odkurzyć wszystkie algorytmy i struktury danych, o których z przyjemnością zapomniałam.

Teraz przyznaję, że ten system na sens. Pracodawca chce bystrych pracowników, potrafiących abstrahować, szukać rozwiązań lepszych i efektywniejszych. Technologie są tylko narzędziem, których mądra osoba nauczy się w mig.

To jest pierwsza duża różnica między Polską i USA. Polscy rekruterzy ciągle skupiają się bardziej na technologiach i wiedzy o narzędziach, tu ludzie wychodzą z założenia, że możesz sobie takie rzeczy po prostu zguglać. Ale jak nie potrafisz wymyślić rozwiązania dla podanego problemu lub nie wiesz, kiedy użyć drzewa binarnego a kiedy hashmapy, to lepiej się na oczy tu nie pokazuj!


Kolejną różnicą jest czas, jaki należy poświęcić na rekrutację. Jak wspomniałam,  w PL wystarczy zazwyczaj jedno spotkanie, po których dostaniesz ofertę lub odmowę.
Tu proces jest wieloetapowy i ciągnie się jak flaki z olejem. Rekrutację zaczęłam od Google na początku lutego, udało mi się dotrzeć do ostatniego etapu, który będzie dopiero w poniedziałek. Ponad miesiąc! A potem jeszcze czekanie na informację - masakra. W międzyczasie przewija się reszta firm, skutkiem czego od dłuższego czasu jestem w stanie ciągłego stresu rekrutacyjnego.

Jak to wygląda? W zależności o firmy rekrutacja składa się z 3-4 etapów. Pierwszym jest  rozmowa z rekruterem: o doświadczeniu, o oczekiwaniach, o pozwoleniu na pracę. Później pada parę pytań, które mają, że się tak wyrażę, oddzielić plewy od ziarna. Przeważnie są to pytania techniczne, ale nie zawsze. Moim zdaniem konkurencję na najgłupsze pytania bezsprzecznie wygrywa Misrosoft: "zaprojektuj najlepszy na świecie toster", "Jakbyś przeniósł górę Fiji?".
Jeśli jesteście ciekawi, poszukajcie sobie pytań, jakich się można spodziewać w MS. Gwarantuję ubaw po pachy. Mnie się akurat udało i dostałam pytanie techniczne, ale ile się udenerwowałam, przygotowując do rozmowy, to moje.

Po rozmowie z HR zazwyczaj przychodzi czas na tzw. 'phone screen' czyli techniczne pogadanki przez telefon. I znów- co firma, to obyczaj. W Tableau miałam tylko jedną, a Amazon  dwie. Każda rozmowa trwa około godziny, podczas której rozmawiasz już z deweloperem (deweloperem-programistą, a nie takim, co buduje domy). Jesteś proszony o pisanie kodu (na komputerze we współdzielonym edytorze) albo tylko odpowiadanie na pytania. 
To najbardziej stresujący dla mnie etap. Nie lubię rozmawiać przez telefon, po angielsku zwłaszcza. A jednoczesne gadanie przez telefon po angielsku i pisanie kodu (myślę po polsku), jest szczytem moich intelektualnych osiągnięć:P


Jeśli sprawdzisz się na phone-screenach, dostajesz zaproszenie na 'on-site', czyli rekrutacyjny maraton w siedzibie firmy. Firma sponsoruje bilet, hotel i wyżywienie, jeśli więc chcielibyście nas odwiedzić, ale nie macie kasy na bilet, przyjedźcie na on-site!  Nie mam pojęcia, jak się to opłaca firmom. Odsetek osób, które dostają umowę jest niewielki, a koszty transportu, noclegu i wyżywienia całkiem spore.
W moim przypadku sprawa jets prosta - jestem na miejscu, więc mogę liczyć jedynie na zwrot kosztów parkingu lub biletu komunikacji miejskiej.

On-site trwa między 4-6h, podczas których masz minimum 4 spotkania z różnymi osobami - deweloperami, managerami, rekruterami. Zazwyczaj zakończony jest lunchem, na który zaprasza cię manager zespołu, do którego się rekrutujesz. Ale niech cię nie zwiedzie luźna atmosfera, lunch to ciągle część rozmowy o pracę! Przez parę h starasz się dać z siebie wszystko, jesteś bombardowany pytaniami i ciągłymi 'a co, jeśli ...'. Pytania na on-site są znacznie trudniejsze niż podczas poprzedich etapów.
Wymagające i niezwykle męczące doświadczenie, ale w pewien sposób przynosi frajdę.

Zazwyczaj jest to ostatni etap, po którm czekasz na decyzję. Co dosyć dziwne, nigdy nie możesz być pewien wyniku. Jak mówiłam, rekruterzy zwracają uwagę na sposób myślenia i podejście do problemu. Po pierwszej wizycie w Google wydawało mi się, że to koniec. Spartaczyłam i pod koniec rozmowy nie miałam działającego rozwiązania, co oczywiście zostało mi wytknięte przez rekrutera. Byłam jednak w stanie znaleźć błąd i wytłumaczyć, jak go naprawić. Mimo wszystko byłam pewna, że nie przejdę dalej, a jednak. Na żadnej rozmowie nie wypadłam idealnie. Ważne jest, żeby umieć dyskutować, żeby współpracować z rekruterem, ale też umieć zareagować na błąd. Z drugiej strony czytałam też wiele historii osób, które bez zająknięcia przeszły przez wszystkie zadania a nie dostały oferty.

Jednym słowem - dopóki nie dostaniesz oferty lub odmowy, nie możesz zakładać (nie)powodzenia.

U mnie ciągle walka trwa. Mam nadzieję, że będę mogła niebawem pochwalić się jakimiś wynikami. Zmęczenie daje mi się już we znaki, więc trzymajcie kciuki:)


Gdyby też ktoś przygotowywał się do rozmowy o pracę w USA, chętnie doradzę, skąd i czego warto się uczyć.







* Ci, którzy czytają posta a nie mają wiedzy informatycznej, niech proszę wybaczą wszystkie obco- i dziwnie brzmiące terminy;)

Komentarze

  1. jesteś WIELKA!!! zawsze wiedziałam, że masz mózg;) chapeau bas, po stokroć! mim.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heh, Mimi, poczekaj z komplementami, aż znajdę pracę, co?:)

      Usuń
  2. Dzięki za przydatny post. Sam myślę o ubieganiu się o tę wizę ale dopiero muszę jeszcze omówić to z pracodawcą. W każdym razie od siebie dodam, że na stronie www.pracausa.net udało mi się znaleźć pełny wykaz zawodów podlegających pod ten rodzaj wizy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo przydatny post, dzięki! :) Tylko nie jestem pewna czy dobrze zrozumiałam. Szukałaś pracy będąc tam na wizie turystycznej czy może na innego rodzaju wizie? Ja mam wizę turystyczną i zastanawiam się czy nie pojechać na do Nowego Jorku w lutym na kilka tygodni z zamiarem znalezienia pracy na wizie H1B, czyli bardzo podobnie do tego, co opisujesz w tym poście.

    OdpowiedzUsuń
  4. Post świetny, idealnie pokazuje różnicę między PL a US. Ciekawi mnie jedno, czy w mniejszych firmach, lub start'upach proces rekrutacyjny wygląda tak samo ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego, co słyszałam to w mniejszych firmach zdarza się, że jeśli szukają pracownika na konkretne stanowisko to pytają o konkretne technologie z nim związane.

      Usuń
    2. Czyli różnice miedzy PL a US widać tylko w wielkich międzynarodowych Korpo. W PL firmy także pytają o technologie, ale od dawna widać, że szuka się ludzi myślących, potrafiących się komunikować, szukających rozwiązań.

      Usuń
    3. Ciężko mi potwierdzić, bo rekrutowałam się jedynie w korpo.

      Usuń
  5. Witam bardzo chciałabym wyjechać do usa i tam żyć i pracować czy tam tylko praca dla programistów? Czego bym musiała się douczyć żeby w ogóle zacząć starać się o pracę za oceanem jestem inż IT o spec. grafika komputerowa i multimedia oraz mgr. systemów wirtualnej rzeczywistość od 4 lat uczę w technikum grafiki komputerowej czyli właściwie pakietu Adobe i Corel tatę mam w FL więc odpada mi problem z zamieszkaniem ;) proszę doradź chciałabym iść dalej. Pozdrawiam gorąco życzę szczęścia Aneta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obawiam sie, ze Ci nie potrafię pomóc. Nie sledze rynku w ogóle i tylko mogę Ci powiedzieć, ze jeśli jesteś dobra programistka, to nie powinnas mieć problemów że znalezieniem pracy. Poszukaj w internecie jakichś ogłoszeń pracy, dla których wymagania pokrywają się z Twoimi umiejętnościami i zobacz, czy jest ich wiele, czy są dobrze płatne, etc. Wydaje mi się, że z Twoim wykształceniem powinnas cos znaleźć:)

      Usuń
  6. mogłabyś zdradzić jakie języki programowania znałaś Ty, że zdecydowałaś się startować do tych dużych korporacji :) Dzięki bardzo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Plynnie Jave, dobrze pythona, c++ musialabym odkurzyc. Ale to raczej nie o to chodzi, zeby dobrze znac X jezykow (choc wiadomo, ze to plus), a o umiejetnosc rozwiazywania problemow i znajomosc algorytmow.

      Usuń
  7. może ty byś się zajęła prowadzeniem takiego blogu z algorytmiką pewnie było by wielu chętnych bo w necie wiele tutoriali z różnych dziedzina ale z algorytmami to nie wiele ;) lub jakaś platformę ze szkoleniami w jezyku polskiem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sieci jest mnostwo informacji, rzuć okiem tez np na Coursere. W tym przypadku nie ma co wymyślać kola po raz kolejny;)

      Usuń
    2. Tutaj jest wszystko co jest wszystko co najważniejsze z algorytmów. Podesłał mi to ziomek, który pracuje w Facebooku. Obecnie staram się o pracę w Google i już na pierwszej rozmowie telefonicznej rekruterka z HR zadała mi pytanie o złożoność obliczeniową.

      Tu jest adres:
      bigocheatsheet (kropka) com

      Usuń
  8. Hej, mam pytanie o nadgodziny w USA. Czy to prawda, ze tam tygodniowo pracuje sie 70-80h i to jest standard?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja pracuję ok. 45godzin tygodniowo (wliczając lunch i przerwy na kawusie), Paweł podobnie, nasi znajomi też (chyba że sami chcą więcej, bo lubią), więc z mojego punktu widzenia to nie jest prawda. Ale na pewno zależy to od tego w jakiej branży i w jakim miejscu (a czasem nawet w jakim zespole) pracujesz. Osobiscie znam tylko jedną osobę, panią architekt, która pracowała jakieś straszne nadgodziny, żeby się z projektem wyrobić.

      Usuń
    2. Ja pracuję ok. 45godzin tygodniowo (wliczając lunch i przerwy na kawusie), Paweł podobnie, nasi znajomi też (chyba że sami chcą więcej, bo lubią), więc z mojego punktu widzenia to nie jest prawda. Ale na pewno zależy to od tego w jakiej branży i w jakim miejscu (a czasem nawet w jakim zespole) pracujesz. Osobiscie znam tylko jedną osobę, panią architekt, która pracowała jakieś straszne nadgodziny, żeby się z projektem wyrobić.

      Usuń
  9. Basiu, a możesz zdradzić ile to "niewiele doświadczenia"? Zastanawiam się, czy mam szansę w rekrutacji Googla dojść chociaż do etapu zainteresowania moim resume z szansą na screening:) Znam Javę, Scalę, mam ponad 2,5 roku doświadczenia pełnoetatowego, komercyjnego. Z góry dziękuję za odpowiedź, bardzo podoba mi się Wasz blog!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje 'niewiele doświadczenia' to był rok pracy na etacie w PL + przelotny romans z polskim startupem (zdalnie). Ogólnie Twoje doświadczenie (lub brak) nie powinno być przeszkodą a jedynie decydować od jakiego stanowiska zaczniesz. Próbuj, próbuj, Google ciągle szuka pracowników!

      Usuń
  10. Jak wygląda sprawa z matematyką ? Mam na myśli całki itp. przydało Ci się to ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie. Sama nie mam za dużo styczności z matmą, bo tak wybrałam. Ale w moim zespole są ludzie, którzy łamią sobie głowy nad przeróżnymi wzorami. Wszystko zależy od tego, nad czym pracujesz.

      Usuń
  11. To do jakiego zespołu dołączyłaś w Google, to Twój wybór (w sensie chciałaś być w tym konkretnym) czy może Ci zaproponowano ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie miałam żadnych preferencji, więc zaakceptowałam to, co mi zaoferowano. I w moim przypadku to był strzał w dziesiątkę:)

      Usuń
  12. Post prawie 3 lata wstecz, ale gratulacje :) przede wszystkim tego, że wzięłaś sprawy w swoje ręce i zmieniłaś rzeczywistość, bo jak pisałaś "algorytmika nie jest moją mocną stroną", teraz pewnie jest :). Z ciekawości ile zajęło Ci dojście do poziomu który Cię zadowalał? Pytam ponieważ sam jestem na etapie odkurzania wiedzy z tej dziedziny, co by aplikować do Google, Akamai albo Amazon. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) trudno powiedzieć, ile mi zajęło czasu, bo nie bardzo już pamiętam. Miesiąc? Miesiąc i trochę? Tyle ile trzeba na przeczytanie książki o algorytmach pana Skieny, a potem rozwiązanianie około 100 zadań;)

      Usuń
    2. Dziękuję:) trudno powiedzieć, ile mi zajęło czasu, bo nie bardzo już pamiętam. Miesiąc? Miesiąc i trochę? Tyle ile trzeba na przeczytanie książki o algorytmach pana Skieny, a potem rozwiązanianie około 100 zadań;)

      Usuń
  13. Bardzo ciekawy post!!! I wciąż aktualny :) Ja na razie jadę na internship z One Globe Travel ale fajnie coś wiedziewć na wypadek jakbym chciała zostać tam, bo o tym myśle coraz intensywniej :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Co Twoim zdaniem najbardziej w cv przyciaga uwage rekruterow? Udzial w projektach open-source, portfolio, znajomosc wielu jezykow programowania? I czy Twoim zdaniem brak znajomosci/kontaktow utrudnia proces rekrutacji? Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, gdzieś mi to pytanie umknęło, wybacz! Nie jestem rekruterem, ale z tego, co widzę, to znacznie łatwiej dostać się na rozmowę z polecenia versus np. ze strony internetowej. A co do tego, co rekruterów interesuje, to może to zależeć od pozycji, na którą szukają ludzi. Generalnie jednak open source jest bardzo dobrze widziany, nie ma za dużego nacisku na języki programowania. Ja nigdy nie musiałam żadnego portfolio przygotowywać, ale pewnie na jakieś stanowisko UX już trzeba.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Koszty zycia w USA - czyli ile potrzebujesz, żeby przeżyć po przybyciu do Seattle?

Wypożyczanie samochodów w USA - jak, gdzie i za ile?