Posty

Wyświetlanie postów z 2013

Amerykańscy bogowie - o religii w Stanach, cz. 1

Obraz
Święta Bożego Narodzenia. Moje ulubione! Czas spotkań z rodziną, dzielenia się opłatkiem, wspólnej wieczerzy  z obowiązkowym wolnym miejscem przy stole dla zbłąkanego wędrowca (a co, jeśli któregoś dnia się pojawi?), świeczki Caritasu, sianka pod obrusem, kolęd śpiewanych na parę głosów, pasterki. Dla chrześcijan Boże Narodzenie to jedno z dwóch najważniejszych świąt - Bóg się rodzi, moc truchleje, radujmy się!

Nie muszę chyba mówić, że życie w kraju zróżnicowanym religijnie jest trochę inne niż tam, gdzie ciągle ok. 90% społeczeństwa deklaruje się wierzyć w tego samego Boga i kościół (mówię o Polsce, nie znam danych statystycznych, więc poprawcie mnie, jeśli się mylę).

Jak to wygląda w Stanach?
Zacznijmy od najprostszych rzeczy: święta kościelne. Boże Narodzenie, drugi dzień Świąt, za chwilę Trzech Króli, Wielkanoc, Boże Ciało, Wniebowzięcie NMP, i tak dalej - W Polsce są to dni wolne od pracy. Nawet jeśli jesteś buddystą czy ateistą, świętujesz razem z katolikami.

W kraju, w którym …

Smakowanie kina. Dosłownie! Czyli o jednym z fajniejszych miejsc w Seattle

Obraz
O Siff Cinema chciałam opowiedzieć już od jakiegoś czasu i oto ów czas nadszedł:)

'Siff' to skrót od Seattle International Film Festiwal, ale za pojęciem tym kryje się dużo więcej - nie tylko organizacja wspomnianego festiwalu, ale również prowadzenie dwóch niezależnych kin i działalności edukacyjnej dla filmoznawców i amatorów niezależnego kina.

Seattle International Film Festiwal jest w czołówce największych filmowych festiwali w Stanach. Rok rocznie ponad 160 tys. widzów przyjeżdża obejrzeć ok. 400 filmów (krótko i długometrażonych) z całego świata. Jako ciekawostkę dodam, że przeciętny mieszkaniec Seattle ogląda w ciągu roku więcej filmów niż mieszkaniec jakiegokolwiek innego miasta w USA*, wybór Seattle na filmową stolicę wydaje się być więc całkiem uzasadniony.
W 2014 roku festiwal obchodzić będzie swoje 40-ste urodziny, zapowiada się hucznie:)

Szczęśliwie się złożyło, że rzut beretem od naszego mieszkania znajdują się dwa kina sygnowane przez Siff: Siff Uptown i Siff Se…

Proste jak drut

Obraz
Paweł z tej strony, mój pierwszy post od dłuższego czasu. Chciałbym wrócić na chwilę do tematyki różnic między Ameryką a rodzimą Europą, bo to interesuje mnie najbardziej. Porozmawiajmy więc o topografii. Zdaję sobie sprawę, że nie brzmi zachęcająco, ale postaram się żeby było ciekawe!

Ameryka jest kanciasta. Możecie nie zdawać sobie z tego sprawy, choć nocną panoramę tutejszych miast widzieliście setki razy w filmach. W miastach USA dominują kąty proste, czyli prostopadłe krzyżówki i równoległe ulice. Tak zapamiętałem starą jak świat grę GTA 2, choć grając nie zdawałem sobie sprawy z tego, że toporność map gry oddaje po prostu tutejsze realia.


Seattle

Kraków

W zestawieniu z makaronem Krakowa, regularność Seattle kłuje w oczy. Nasz znajomy z USA, Adam, powiedział kiedyś że w Seattle jeździ się trudno i można się zgubić bo zdarzają się ukośne ulice. Wyobraźcie go sobie nawigującego przez zakamarki Nowej Huty.

Nie będę analizował przyczyn tych różnic, bo mało mnie interesują, chciałbym…

Ciekawostki kulinarno-spożywcze odc.4: Spray cheese

Obraz
O  "serze w sprayu" usłyszałam, kiedy zapytałam znajomych o najbardziej amerykański prezent, jaki mogłabym komuś dać.  O dziwo, była to jedna z pierwszych propozycji, jakie padły tego wieczora, ale ja i tak nie mogłam uwierzyć, że takie cudo naprawdę istnieje (ser w sprayu?!). "Amerykanie kochają ser(dowód dla ludzi o mocnych nerwach: KLIK!) i fast food, spray cheese jest więc idealnym rozwiązaniem" - powiedział mi jednak z poważną miną kolega.
Z tej miłości urodził się "Easy Cheese" nazywany również "spray cheese". Po otwarciu mojej pierwszej  (i ostatniej) puszki przekonałam się, że druga nazwa jest myląca - nie jest to ser w spreju, ale wyrób seropodobny pod ciśnieniem - coś jak bita śmietana;)
Tak czy siak - plus dla Amerykanów za fantazję;) Ser dostępny jest w smakach: cheddar, amerykańskim  i cheddar + bekon.  Jako ciekawostkę dodam, że Easy Cheese znalazł się w "Encyclopedia of bad taste", książce zawierającej listę najbardziej…

Friendsgiving, Black Friday i cała reszta

Obraz
W tym roku Święto Dziękczynienia spędzałam bez Pawła, który sobie siedzi właśnie w Polsce i po raz pierwszy od ponad roku może nacieszyć się rodziną, przyjaciółmi i dobrym polskim jedzeniem. 

Ci z Was, którzy śledzą tego bloga może pamiętają, że nasze pierwsze Thanksgiving w Stanach było wzorcowo amerykańskie - indyk, wspólna dziękczynna modlitwa i jedzenie do upadłego. W tym roku było inaczej, ale równie przyjemnie:)  Na wspólny obiad dostałam zaproszenie od Kerry, Amerykanki tajwańskiego pochodzenia, o której już parę razy wspominałam przy różnych okazjach. Znakomita większość jej przyjaciół to Azjaci i prawie wszyscy goście na naszym dziękczynnym obiedzie mieli azjatyckie korzenie.  Rozglądając się wokół siebie po raz nie wiem który myślałam, że to, co tak lubię w Stanach to różnorodność. Było nas tam 10 osób,  urodzonych na Tajwanie, w Chinach, Singapurze, Indiach, Polsce, może nawet w Ameryce (?); część ludzi wychowała się tu, inni przybyli niedawno.  W takim multi-kulti gronie ś…

Pierwsze wrażenia po miesiącu w Google

Obraz
Październik minął jak z bicza trzasnął. Trochę trwało, zanim się odnalazłam w nowej rutynie i przypomniałam sobie, jak szybko czas leci i jak krótki jest dzień, kiedy się chodzi do pracy;) Do tego posta zbierałam się już parę razy, a więc teraz albo nigdy:P
Pracuję w Google od miesiąca i choć ciągle więcej rzeczy nie wiem niż wiem (i tak już prawdopodobnie zostanie), to paroma obserwacjami mogę się już podzielić.
Wszystkie opinie dotyczące Google  prezentowane przeze mnie na tym blogu są moimi własnymi.
Jak już pisałam w poprzednim poście, należę do zespołu rozwijającego Google Maps na urządzenia mobilne z Androidem. Dopiero się wdrażam, ale już wiem, że będę się zajmować rozpoznawaniem mowy i obsługiwaniem instrukcji głosowych, czyli mówiąc prosto tym, żeby Twój telefon rozumiał, co do niego mówisz podczas korzystania z map;)
Zespół mam świetny, co bardzo mnie cieszy, bo w końcu to ze swoim zespołem najwięcej czasu spędzamy i najmocniej się identyfikujemy. Moi koledzy i koleżanka (y…

Noogler Orientation

Obraz
Pisze ta notkę z lotniska. Minął tydzień w Mountain View, moje pierwsze 5 dni w Google. Jak było?  W wielkim skrócie - super.
Na początku chce zaznaczyć, ze wszystkie opinie prezentowane przeze mnie są moimi własnymi, nie firmy.
Od czego wiec zacząć?  Może od tego, ze jestem padnięta!  Ilość wiadomości i wrażeń,  jakie dostarczono wszystkim Nooglerom* jest naprawdę przytłaczająca. Sesje zaczęliśmy w poniedziałek o 8 rano** w budynku z uroczym Androidem - Nooglerem przed głównym wejściem. Założyliśmy konta w systemie, zrobiono nam zdjęcia do identyfikatora, a następnie poszliśmy na szybkie śniadanie do pobliskiej kawiarni, z pełnymi brzuchami zaś prosto do sali wykładowej, w której czekał już na nas nowy i pachnący laptop i T-shirt.
Nie mogę i nie będę wdawać się w szczegóły szkoleń.  Większość z nich była naprawdę interesująca, np. o tym, jak działa search czy o wewnętrznej architekturze systemu. W Google ufa się pracownikom i już od pierwszego dnia odkrywa przed nimi tajemnice firmo…

The final countdown

Obraz
Nie, nie zaczęłam jeszcze pracy. Tyle osób pyta mnie o pierwsze wrażenia, że poczuwam się do wyjaśnień:)

Moja wiza ważna jest od 1 października, który w tym roku wypadł we wtorek. Pracę zaczyna się tu od poniedziałku, w związku  z tym, do paru miesięcy czekania dostałam jeszcze jeden tydzień:)
Godzina zero zbliża się wielkimi krokami i aż nie mogę uwierzyć, że zacznę pracować dla Google. Pierwszy tydzień spędzę w Mountain View na szkoleniu. W najbliższą niedzielę wylatuję z deszczowego Seattle do słonecznej i gorącej Kalifornii (muszę wygrzebać znów letnie ciuchy!). Zapowiada się super! Zobaczę kampus głównej siedziby, pojeżdżę kolorowymi googlowymi rowerami i pojem dużo dobrego jedzenia. No i poznam wszystkie firmowe tajemnice;)
Miałam być w teamie Google Cloud, ale ostatecznie wylądowałam w Google Maps Mobile. Dzięki mnie nie będziecie więc błądzić:D W zeszły poniedziałek spotkałam z moim managerem i kolegami z zespołu, wszyscy bardzo mili i przyjaźni. I zgadnijcie co! Po raz pierws…

1000 filiżanek kawy. 4: Najpierwszy Starbucks na świecie!

Obraz
Dzisiejszy post dedykowany jest Magdzie B. vel Megi vel Blondi, która jest największą fanką kawy z zielonym logo, jaką znam. Megi, dzięki za cierpliwość:D
Kiedy trójka przyjaciół postanowiła w 1971 r. otworzyć swoja własną palarnię i sklep z kawą, na pewno nie przypuszczali, że rozrosną się na ponad 60 krajów, a ich marka stanie się  rozpoznawalna na całym świecie. Spójrzcie na poniższą ikonę reprezentującą najbardziej znane firmy z każdego stanu. Ktoś mógłby pomyśleć, że Waszyngton reprezentowany będzie przez Amazon czy Microsoft, ale nie, jest to założony tu w Seattle Starbucks;)




Pierwszy sklep otwarty został w 1971 r. przy Western Avenue, ale w 1976 r. przeniesiono go w pobliże Pike Place Market i z jakiegoś powodu to ta lokalizacja (zdecydowanie bardziej trendy;)) funkcjonuje jako pierwszy Starbaks. 
Miałam parę podejść do tego posta, za każdym razem nie byłam zadowolona ze zdjęć i niestety tak samo jest tym razem. Powód jest prosty - choć w Seattle Starbucksów jest bez liku (bar…

Na gorąco

Obraz
Właśnie wróciliśmy z koncertu Anathemy. Zaczęłam ich słuchać jeszcze jako nastolatka, nawet się nie będę przyznawać, ile lat temu. Oczywiście nie mogłam przepuścić okazji, żeby zobaczyć ich na żywo tym razem w Seattle!
Jak zwykle dali świetny show, tu nie było niespodzianki. I Paweł i ja byliśmy zachwyceni wokalem i energią braci Cavanagh & Co. Co zaskoczyło, to cena biletu - 17$ to przy polskich 90-100zł, które płaciliśmy w Krakowie to praktycznie darmocha, oraz miejsce - Studio Seven to malutki klub, bardzo kameralny, scena była dosłownie na wyciągnięcie ręki. Byłam w ekstazie mając Dana i Vincenta tak blisko;) Ostatnia miła niespodzianka to perkusista z Lizbony, na którym z przyjemnością można było zawiesić oko;)
Po raz kolejny pluję sobie w brodę, że nie wzięłam aparatu, chyba muszę sobie wypracować ten nawyk. Ale parę fot z telefonu oczywiście jest.



Nie wiedzieliśmy nawet, że to ich pierwsza trasa w USA, jeśli więc ktoś z Was ma jeszcze okazję ich gdzieś usłyszeć na żywo - …

365 dni i nocy

Obraz
Dokładnie rok temu - 24 września przylecieliśmy do Stanów. Aż ciężko uwierzyć, że tyle czasu minęło! 
Mimo ciągłej tęsknoty za Polską, za rodziną i przyjaciółmi, mimo wszystkich wad Ameryki i amerykańskiego stylu życia, mimo mojego przymusowego etatu kury domowej, który odbijał się też na Pawle - to był naprawdę dobry rok i grzechem byłoby nie powiedzieć tego głośno!:)  Poznaliśmy super ludzi, odwiedziliśmy miejsca, o których nam się nie śniło, czerpiemy garściami wszystko, co dobre z mieszanki kulturowej w jakiej żyjemy i codziennie cieszymy się z możliwości, jakie się przed nami rozpościerają.  Paweł bardzo lubi swoją pracę, rozwija się i awansuje, a ja - cóż ....
.... wypełniłam plan w 100%:)
Tak, to był dobry rok!

1000 filiżanek kawy. 3: Bedlam Coffee

Obraz
Odkryłam to miejsce przypadkiem. Gdzieś w internecie wyczytałam, że serwują tu 'Nutella Mocca'. Czy może być coś lepszego niż połączenie nutelli i kawy?;) W menu wyróżniały się też kawa lawendowa i różana, kuszące:) Umówiłam się tam z Priscillą, dziewczyną Anthonego, która niedawno przeprowadziła się do Seattle. Aż nie do wiary, że ja jestem tu już prawie rok!
A samo miejsceświetne. Wystrój niebanalny i oryginalny, pod tym względem Bedlam jest w czołówce wszystkich kawiarni, jakie odwiedziłam w życiu. Jest rockowo, z pazurem, inaczej. Trochę graciarnia, ale urządzona ze smakiem. Nazwa zobowiązuje;) Zdecydowanie must see. Zapomniałabym o najważniejszym - kawa pyszna!
(żałuję, że wzięłam mały aparat, bo zdjęcia mogłyby być lepsze. Tak, tak, wiem, że 'złej baletnicy przeszkadza rąbek u spódnicy, ale stać mnie na więcej)

O jedzeniu w Stanach, jego jakości i ogólnie o tym dlaczego jest do bani:]

Obraz
Uwielbiam jeść, wie to każdy kto mnie zna i może się tego domyślić każdy, kto mnie spotka;)  Mimo tego, że spożywanie pokarmów jest jednym z moich hobby, jem aby żyć a nie odwrotnie. Dużą wagę ( :] ) przywiązuję do jakości produktów i ich pochodzenia, zwłaszcza odkąd przyleciałam do Stanów.


To, co zastałam po przyjeździe tutaj toJAKAŚ MASAKRA PO PROSTU.
Pierwsze spostrzeżenie - nigdy mi się nie zdarzyło, żeby w jakimkolwiek super czy hipermarkecie w PL parę alejek było poświęcone jedynie ciasteczkom i batonikom. To już chyba mówi samo za siebie...
Kolejna rzecz - trudno na sklepowych półkach znaleźć coś, co nie zostało wcześniej przetworzone. Żywność w puszkach, słoikach, pudełkach, gotowa do zjedzenia po 5-cio minutowym podgrzaniu w mikrofalówce to fundament amerykańskiej diety. Najlepiej dodać do tego jeszcze litr coli, w końcu to tylko 1$ więcej.


"Dlaczego warzywa i owoce są tak drogie?" pytam siebie przy każdej wizycie w sklepie.  Za jedną paprykę zapłacisz min. 1$, czy…