wtorek, 21 stycznia 2014

Jak przygotować się do rozmowy o pracę z Amazon, Google czy Microsoft?

Od paru dni dostajemy masę maili z prośbą o wskazówki, jak i z czego przygotować się na rozmowę o pracę programisty w USA. Czyżby przez zbliżający się event rekrutacyjny Amazona w Polsce?;)

Na wstępie przepraszam tych, którym jeszcze nie odpisałam na maile, zaraz to naprawię i podeślę Wam linka do tego posta;)

Ale do rzeczy - jak przygotować się na rozmowę, żeby dostać pracę w Amazon, Google, Microsoft czy innej firmie?
żródło: linkedin

1. Nie stresuj się, że masz za mało doświadczenia albo, że nie znasz jakiegoś konkretnego języka programowania. Jeśli jesteś bystra/y i znasz choć jeden z języków programowia c/c++/c#/java  - jest OK.

2. Powinnaś/powinieneś znać angielski w stopniu wystarczającym na to, żeby na bieżąco komentować, co piszesz na tablicy. Warto więc rozwiązać parę zadań na głos, żeby odświeżyć słownictwo.

3. A teraz już mięsko i konkrety:

  • Bez algorytmów i struktur danych nigdzie nie zajedziesz.  DFS, BFS, drzewa, quick sort musisz znać jak "Ojcze nasz". Na studiach uczyliśmy się tego z książki pana Cormena, ale znacznie bardziej polecam książkę, którą ja też odkryłam dzięki uprzejmości kolegi:  Skiena "The Algorythm Design Manual"
  • Równolegle ze Skieną, przerabiajcie znakomitą książkę "Cracking the Coding Interview". Znajdziecie tam przykłady zadań z prawdziwych rozmów o pracę  i omówienie oczekiwanych / poprawnych  rozwiązań. Bardzo, bardzo przydatne.
  • Zadania, zadania, zadania. Rozwiązuj ich jak możesz najwięcej. Na rozmowie o pracy liczy się czas. Nikt nie stoi nad Tobą z zegarkiem i nie przebiera nogami, ale kandydat, który przez 5 min wpatruje się w tablicę i ciężko myśli nie sprawia dobrego wrażenia. Im więcej zadań przerobisz, tym szybciej będziesz w stanie skojarzyć jakieś rozwiązanie, na które już kiedyś wpadłeś i które teraz może się przydać po małej modyfikacji. 
  • Najwięcej zadań znajdziecie w serwisie autorów "Cracking The Coding Interview" - carrercup.com.
    Są to pytania z prawdziwych rozmów o pracę, zobaczycie więc czego oczekiwać.
    Tych zadań jest mnóstwo, gdyby Wam jednak było mało, zajrzycie na glassdoor - tam też znajdziecie co nieco.
    Nie przestraszcie się, jeśli wyda się Wam to wszystko trudne - ma być trudne. :)
I to tyle, jeśli chodzi o przygotowanie merytoryczne. Na koniec jeszcze jedna wskazówka - pisanie rozwiązań w zeszycie i na tablicy, to wbrew pozorom dwa zupełnie różne doświadczenia. Jeśli myślisz, że możesz mieć z tym problem, spróbuj popisać choćby po szybach, żeby się nieco przyzwyczaić.

źródło: internet

Aha, a jeśli dopiero planujecie rozsyłać swoje CV, upewnijcie się, że jest dostatecznie amerykańskie.
Rzućcie okiem TU po parę wskazówek.

No, to powodzenia i dajcie znać, jak przyjedziecie do Seattle!;) 

PS. Jeśli macie jakieś pytania, zadawajcie je tu w komentarzach, warto trzymać wszystko w jednym miejscu.

sobota, 18 stycznia 2014

Jeszcze raz o kosztach życia w Stanach

Jak może zauważyliście, przeglądałam ostatnio statystyki naszego bloga.

Okazuje się, że bardzo dużo ludzi szuka informacji o kosztach życia w Stanach i różnicach cen między Polską a USA.

Zanim przenieśliśmy się do Seattle też robiliśmy takie rozeznanie i pomocne okazały się serwisy typu:
Numbeo cost of living comparison
Expatistan cost of living comparison

W obu serwisach możecie porównać opłaty za jedzenie, rozrywkę, czynsz, etc. między dwoma wybranymi miastami. Dla Krakowa i Seattle dane są wiarygodne, zaryzykuję więc stwierdzenie, że dane są uzupełniane wystarczająco często, żeby odzwierciedlać faktyczny stan rzeczy z akceptowalnie niskim marginesem błędu.



źródło: theeconomiccollapseblog.com



czwartek, 16 stycznia 2014

Serdeczne pozdrowienia ...

... dla osoby, która trafiła na naszego bloga po wyszukaniu następującej frazy:




Mam nadzieję, Drogi Czytelniku, że mimo wszystko nie byłeś zawiedziony!:)

sobota, 4 stycznia 2014

Ciekawostki amerykańskie, które mogą Was zaskoczyć

Wprawdzie zazwyczaj pierwsze blogowe noworoczne posty zawierają jakieś podsumowania roku zeszłego czy postanowienia, ale zamiast tego mam dla Was coś innego - trochę informacji o rzeczach typowo amerykańskich, o których może nie wiedzieliście wcześniej.

Zastanawiam się dlaczego pojawiają się tu dopiero teraz, skoro i mnie i Pawła uderzyły od razy podczas pierwszych dni pobytu w Stanach. Może po prostu większe sprawy zajęły wtedy nasza uwagę;)

No to zaczynamy!

1. A gdzie korytarz? A moja prywatność?
Kiedy otwierasz drzwi wejściowe większości domów czy mieszkań i przekraczasz ich próg, od razu lądujesz w salonie. Dla mnie, przyzwyczajonej do korytarzy, które pełnią dosłowną i metaforyczną rolę przedsionka domostwa (bo tu nie tylko można zdjąć buty i kurtkę, ale w końcu korytarz odcina prywatną, mieszkalną część od części ogólnodostępnej, w której przyjmuje się listonosza, akwizytorów, etc), ich brak powoduje odczuwalny dyskomfort!
Pół biedy, kiedy mieszkasz na odludziu i masz zapewnioną prywatność, ale mieszkanie przy głównej ulicy, z oknami wychodzącymi na chodnik i cienkimi drzwiami prowadzącymi prosto do głównego pokoju to coś nie do pomyślenia dla mnie!
Znacie te kawiarnie z szybami przy których można siedzieć i gapić się na przechodniów (i vice versa)? Nawet nie wiem ile jest takich mieszkań w Seattle, na poziomie ulicy, odsłoniętych dla gapiów. No i bez korytarza!

Oto przykład: błękitne drzwi to wejście do mieszkania, po przekroczeniu których znajdujesz się w salonie, z oknami na chodnik. Bez żadnej barierki, ogrodzenia, niczego. Dzielisz się swoim życiem z każdym, kto ma ochotę oglądać.  A jak złodziej wejdzie, to od razu do salonu - szkoda tracić czasu na szukanie pokoju z wartościowymi rzeczami.                  

2. Królewskie łoże.
Jestem pewna, że gdyby Królewna na ziarnku grochu spała na amerykańskim łóżku, nie poczułaby nie tylko grochu, ale też pewnie i orzecha.
Pamiętam, że kiedy przylecieliśmy do Seattle, po 15 h lotu marzyłam tylko o łóżku. Weszłam do sypialni i westchnęłam. Moim oczom ukazało się wysokie, idealnie pościelone królewskie łoże z niezliczoną ilością poduszek, poszewek, narzut, coś jak:


Zdziwiła mnie obecność dwóch materacy (już wiem, że spodni 'materac' to tzw. 'box spring' a nie materac) i w ogóle ilość warstw i sprężystość dająca efekt odbijania się na trampolinie. Przyznaję się jednak bez bicia, że ciągle jeszcze nie rozszyfrowałam amerykańskiego łóżka - my postawiliśmy na sprawdzoną Ikeę i minimalizm.
Zachęcam jednak do odwiedzenia bloga Pauliny, z którego dowiecie się więcej o częściach składowych  tego niezbędnego elementu każdej sypialni:)

A żeby nie było za pięknie, to w Ameryce Północnej rozpleniły się pluskwy, pamiętajcie o tym przy kupnie używanych materacy i weźcie pod uwagę przy szukaniu miejsc noclegowych. Jeśli znajdziecie gdzieś informacje o "bed bugs" to radzę omijać to miejsce z daleka.

3. O niesprowadzaniu do parteru;)
W Stanach przy liczeniu pięter pomija się parter. To, co dla nas jest drugim piętrem, dla Amerykanów jest piętrem trzecim, my mieszkamy na pietrze czwartym, które w Polsce byłoby zdegradowane do piętra 3, itd.
Ciągle się łapię na tym, że nieszczęsny parter uwzględniam w kalkulacjach. Pamiętam, jak szłam na jedną z rozmów rekrutacyjnych. Dostałam wcześniej maila, że rekruter będzie na mnie czekał na trzecim piętrze. Wszystko pięknie ładnie, ale budynek jak byk wyglądał na jednopiętrowy! Dopiero po okrążeniu go zauważyłam, że jeden z poziomów był niewidoczny od strony głównego wejścia i przez to wyglądał na niższy.
W przypadku Seattle trzeba więc pamiętać nie tylko o tym, że parter jest pomijany w numeracji, ale też o tym, że przez ukształtowanie terenu różnica wysokości między dwoma wejściami od różnych stron może wynieść nawet ze 2 piętra;)

4. Zlew z młynkiem do resztek.
O tym wynalazku wspomniałam już przy okazji postu o mieszkaniach. Jest to bardzo głośne ustrojstwo podłączane do odpływu kuchennego zlewu, które ma za zadanie zmielić wszystkie resztki mogące zapchać rury. Niby idea sensowna, ale głośne to to i na dodatek rozleniwia użytkowników, którzy próbują tam zmielić rzeczy, których nie powinni.

5. Ciemność widzę!
A teraz coś, czego nie lubię: mało/brak lamp sufitowych. Amerykanie uwielbiają stojące lampy, ale sama nie wiem, czy jest to przyczyną czy skutkiem ignorowania tych bardziej funkcjonalnych - lamp na suficie. Dobrym przykładem są hotele, w których znajdziecie może jedną sufitową lampę zaraz przy drzwiach wejściowych i jedną w łazience, a poza tym tylko lampki nocne.
Mam nadzieję, że w nowoczesnym budownictwie się to zmienia i przy projektowaniu instalacji elektrycznych architekci pamiętają o tym, że światło w pomieszczeniu to generalnie fajna sprawa, zwłaszcza, że ludzie sami dochodzą do takich wniosków i bardzo często starają się jakąś imitację wiszącej lampy mieć.

6. Kibelki
Tak się złożyło, że dzisiaj na cotygodniowej kawie z moim zespołem poruszyliśmy temat różnic kulturowych w kontekście ... kibelków;). Amerykanom dostało się ode mnie za toalety ze szparami, przez które można sprawdzić czy i kto siedzi na tronie. Tak jest, dobrze słyszeliście.
Tak wygląda publiczna toaleta w Stanach:

Jak widzicie, szpary po obu stronach drzwi są konkretne. Jeśli więc jesteś poop-shy, czeka cię w Stanach tym cięższy czas...

Internet roi się od memów na ten temat, zastanawiam się tylko - dlaczego ciągle produkują takie kabiny, skoro ludzie narzekają na brak prywatności?

 eye contact with guy in bathroom stall. He Did the What's up Nod - eye contact with guy in bathroom stall. He Did the What's up Nod  Socially Awesome Penguin 


Tyle na dziś. Następny odcinek jak skompletuję kolejną listę:)
Wszystkie zdjęcia w tym poście znalazłam w Internecie.