Ciekawostki amerykańskie, które mogą Was zaskoczyć

Wprawdzie zazwyczaj pierwsze blogowe noworoczne posty zawierają jakieś podsumowania roku zeszłego czy postanowienia, ale zamiast tego mam dla Was coś innego - trochę informacji o rzeczach typowo amerykańskich, o których może nie wiedzieliście wcześniej.

Zastanawiam się dlaczego pojawiają się tu dopiero teraz, skoro i mnie i Pawła uderzyły od razy podczas pierwszych dni pobytu w Stanach. Może po prostu większe sprawy zajęły wtedy nasza uwagę;)

No to zaczynamy!

1. A gdzie korytarz? A moja prywatność?
Kiedy otwierasz drzwi wejściowe większości domów czy mieszkań i przekraczasz ich próg, od razu lądujesz w salonie. Dla mnie, przyzwyczajonej do korytarzy, które pełnią dosłowną i metaforyczną rolę przedsionka domostwa (bo tu nie tylko można zdjąć buty i kurtkę, ale w końcu korytarz odcina prywatną, mieszkalną część od części ogólnodostępnej, w której przyjmuje się listonosza, akwizytorów, etc), ich brak powoduje odczuwalny dyskomfort!
Pół biedy, kiedy mieszkasz na odludziu i masz zapewnioną prywatność, ale mieszkanie przy głównej ulicy, z oknami wychodzącymi na chodnik i cienkimi drzwiami prowadzącymi prosto do głównego pokoju to coś nie do pomyślenia dla mnie!
Znacie te kawiarnie z szybami przy których można siedzieć i gapić się na przechodniów (i vice versa)? Nawet nie wiem ile jest takich mieszkań w Seattle, na poziomie ulicy, odsłoniętych dla gapiów. No i bez korytarza!

Oto przykład: błękitne drzwi to wejście do mieszkania, po przekroczeniu których znajdujesz się w salonie, z oknami na chodnik. Bez żadnej barierki, ogrodzenia, niczego. Dzielisz się swoim życiem z każdym, kto ma ochotę oglądać.  A jak złodziej wejdzie, to od razu do salonu - szkoda tracić czasu na szukanie pokoju z wartościowymi rzeczami.                  

2. Królewskie łoże.
Jestem pewna, że gdyby Królewna na ziarnku grochu spała na amerykańskim łóżku, nie poczułaby nie tylko grochu, ale też pewnie i orzecha.
Pamiętam, że kiedy przylecieliśmy do Seattle, po 15 h lotu marzyłam tylko o łóżku. Weszłam do sypialni i westchnęłam. Moim oczom ukazało się wysokie, idealnie pościelone królewskie łoże z niezliczoną ilością poduszek, poszewek, narzut, coś jak:


Zdziwiła mnie obecność dwóch materacy (już wiem, że spodni 'materac' to tzw. 'box spring' a nie materac) i w ogóle ilość warstw i sprężystość dająca efekt odbijania się na trampolinie. Przyznaję się jednak bez bicia, że ciągle jeszcze nie rozszyfrowałam amerykańskiego łóżka - my postawiliśmy na sprawdzoną Ikeę i minimalizm.
Zachęcam jednak do odwiedzenia bloga Pauliny, z którego dowiecie się więcej o częściach składowych  tego niezbędnego elementu każdej sypialni:)

A żeby nie było za pięknie, to w Ameryce Północnej rozpleniły się pluskwy, pamiętajcie o tym przy kupnie używanych materacy i weźcie pod uwagę przy szukaniu miejsc noclegowych. Jeśli znajdziecie gdzieś informacje o "bed bugs" to radzę omijać to miejsce z daleka.

3. O niesprowadzaniu do parteru;)
W Stanach przy liczeniu pięter pomija się parter. To, co dla nas jest drugim piętrem, dla Amerykanów jest piętrem trzecim, my mieszkamy na pietrze czwartym, które w Polsce byłoby zdegradowane do piętra 3, itd.
Ciągle się łapię na tym, że nieszczęsny parter uwzględniam w kalkulacjach. Pamiętam, jak szłam na jedną z rozmów rekrutacyjnych. Dostałam wcześniej maila, że rekruter będzie na mnie czekał na trzecim piętrze. Wszystko pięknie ładnie, ale budynek jak byk wyglądał na jednopiętrowy! Dopiero po okrążeniu go zauważyłam, że jeden z poziomów był niewidoczny od strony głównego wejścia i przez to wyglądał na niższy.
W przypadku Seattle trzeba więc pamiętać nie tylko o tym, że parter jest pomijany w numeracji, ale też o tym, że przez ukształtowanie terenu różnica wysokości między dwoma wejściami od różnych stron może wynieść nawet ze 2 piętra;)

4. Zlew z młynkiem do resztek.
O tym wynalazku wspomniałam już przy okazji postu o mieszkaniach. Jest to bardzo głośne ustrojstwo podłączane do odpływu kuchennego zlewu, które ma za zadanie zmielić wszystkie resztki mogące zapchać rury. Niby idea sensowna, ale głośne to to i na dodatek rozleniwia użytkowników, którzy próbują tam zmielić rzeczy, których nie powinni.

5. Ciemność widzę!
A teraz coś, czego nie lubię: mało/brak lamp sufitowych. Amerykanie uwielbiają stojące lampy, ale sama nie wiem, czy jest to przyczyną czy skutkiem ignorowania tych bardziej funkcjonalnych - lamp na suficie. Dobrym przykładem są hotele, w których znajdziecie może jedną sufitową lampę zaraz przy drzwiach wejściowych i jedną w łazience, a poza tym tylko lampki nocne.
Mam nadzieję, że w nowoczesnym budownictwie się to zmienia i przy projektowaniu instalacji elektrycznych architekci pamiętają o tym, że światło w pomieszczeniu to generalnie fajna sprawa, zwłaszcza, że ludzie sami dochodzą do takich wniosków i bardzo często starają się jakąś imitację wiszącej lampy mieć.

6. Kibelki
Tak się złożyło, że dzisiaj na cotygodniowej kawie z moim zespołem poruszyliśmy temat różnic kulturowych w kontekście ... kibelków;). Amerykanom dostało się ode mnie za toalety ze szparami, przez które można sprawdzić czy i kto siedzi na tronie. Tak jest, dobrze słyszeliście.
Tak wygląda publiczna toaleta w Stanach:

Jak widzicie, szpary po obu stronach drzwi są konkretne. Jeśli więc jesteś poop-shy, czeka cię w Stanach tym cięższy czas...

Internet roi się od memów na ten temat, zastanawiam się tylko - dlaczego ciągle produkują takie kabiny, skoro ludzie narzekają na brak prywatności?

 eye contact with guy in bathroom stall. He Did the What's up Nod - eye contact with guy in bathroom stall. He Did the What's up Nod  Socially Awesome Penguin 


Tyle na dziś. Następny odcinek jak skompletuję kolejną listę:)
Wszystkie zdjęcia w tym poście znalazłam w Internecie.

Komentarze

  1. hej, ale złodziej to zwykle do sypialni pędzi od razu i pierwsze gdzie szpera to w stoliku nocnym. Wiem cos o tym, bo rok temu włamano sie do mojego domu :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O kurcze, niefajnie. Dużo Wam ukradł? No widzisz, tego nie wiedziałam, na szczęście (tfu, tfu, odpukać) takich doświadczeń jeszcze nie mieliśmy.

      Usuń
    2. Na szczescie nic nie zdołał ukraść, bo moja mama miała tylko puste opakowania po biżuterii w swoim stoliku nocnym, a prawdziwą biżu schowała gdzie indziej (nawet ja bym tego nie znalazla ;)). To sie stalo w moim domu w Polsce. Moi rodzice wyjechali i zostawili w domu mojego brata z kotami. Brachol siedzial sobie w swoim pokoju na piętrze ze sluchawkami na uszach i sluchal muzyki (a on slucha dosc glosno) wiec nie slyszal wlamania z parteru. Dopiero kiedy jeden z kotów wparował do jego pokoju i zaczął tak głośno miauczeć, to brat go usłyszał. Stwierdzil, ze jak kto taki wystraszony jest to musialo sie na dole cos stac. Schodzi na dół a z sypialni rodzicow wyłaził ten wlamywacz. Wystraszyl sie mojego brata, bo on wielki facet jest (prawie 2 metry wzrostu) i zaczal uciekac. Brachol na poczatku nie wiedzial co sie dzieje, ale jak zobaczyl wylamane drzwi tarasowe to dotarło do niego, że to włamanie. Na szczescie widział jego morde, zawiadomil policje i po jakims miesiacu udalo sie patałacha złapać i zamknąć. Happy End ;) Hopefully... A kot zostal bohaterem :)

      Usuń
    3. No i wlasnie gdyby moj tata nie ostrzegl mojej mamy ze byly wlamania w okolicy, to moja mama by nadal tam trzymala bizuterie. Szczerze mowiac, ja tez jakis czas temu trzymalam bizu w stoliku nocnym, ale teraz zmienilam jej lokalizaje.

      A widzisz ten zlodziej musial sie spodziewac, ze tam beda jakies drogocenne przedmioty dlatego ze praktycznie jak sie wlamal do salonu to pierwsze gdzie go nogi poniosly to do sypialni i do stolika nocnego. Z szuflad tego stolika nocnego bylo wszystko wywalone na podloge.

      Usuń
    4. W sumie racja - kto trzyma biżuterie w salonie? Jak już to pewnie jakieś dzieła sztuki, a co się ma złodziej na sztuce znać;) Niezła ta Twoja historia, jak napisałaś o włamaniu to pierwsze, co sobie pomyślałam, to że na pewno się nie udało złapać złodziejaszka, a tu proszę - Wasz kot obronny temu zapobiegł;)

      Usuń
  2. W Anglii z łóżkami a raczej łożami jest bardzo podobnie,zajęło mi troszkę abysiędo tego przyzwyczaić :)Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Koszty zycia w USA - czyli ile potrzebujesz, żeby przeżyć po przybyciu do Seattle?

Poszukiwanie pracy w USA

Wypożyczanie samochodów w USA - jak, gdzie i za ile?