czwartek, 19 września 2013

O jedzeniu w Stanach, jego jakości i ogólnie o tym dlaczego jest do bani:]

Uwielbiam jeść, wie to każdy kto mnie zna i może się tego domyślić każdy, kto mnie spotka;) 
Mimo tego, że spożywanie pokarmów jest jednym z moich hobby, jem aby żyć a nie odwrotnie. Dużą wagę ( :] ) przywiązuję do jakości produktów i ich pochodzenia, zwłaszcza odkąd przyleciałam do Stanów.



To, co zastałam po przyjeździe tutaj to JAKAŚ MASAKRA PO PROSTU.

Pierwsze spostrzeżenie - nigdy mi się nie zdarzyło, żeby w jakimkolwiek super czy hipermarkecie w PL parę alejek było poświęcone jedynie ciasteczkom i batonikom. To już chyba mówi samo za siebie...

Kolejna rzecz - trudno na sklepowych półkach znaleźć coś, co nie zostało wcześniej przetworzone. Żywność w puszkach, słoikach, pudełkach, gotowa do zjedzenia po 5-cio minutowym podgrzaniu w mikrofalówce to fundament amerykańskiej diety. Najlepiej dodać do tego jeszcze litr coli, w końcu to tylko 1$ więcej.



"Dlaczego warzywa i owoce są tak drogie?" pytam siebie przy każdej wizycie w sklepie.  Za jedną paprykę zapłacisz min. 1$, czyli tyle, co za wspomnianą wcześniej colę. Duży kalafior to z kolei równowartość mrożonego dania typu 'makaron z sosem'. Ach, no i nie mówię o warzywach organic, tylko takich 'zwyczajnych'. 
Zdrowe odżywianie to przywilej dostępny jedynie tym, którzy nieźle zarabiają. Na targowiskach nie spotkasz tych, którzy, jak u nas, przychodzą tu z oszczędności, bo za kilogram ziemniaków zapłacą 50 gr mniej. Świat stanął na głowie, na podstawowe jarzyny, które w mniej rozwiniętych krajach kosztują grosze i rosną na większości działek, tu nie każdego jest stać.
Dziwicie się, że społeczeństwo amerykańskie jest takie otłuszczone? Ja już przestałam, na takiej diecie nie ma mowy o utrzymaniu zdrowej sylwetki.



Czwarte spostrzeżenie - dlaczego marchewka mięknie i rozpuszcza się, zamiast gnić...? Jak do tej pory żadne warzywo mi jeszcze nie spleśniało. Wszystkie... wymiękły. Chyba lepiej się nad tym nie zastanawiać.

Mam dla Was jeszcze jedną ciekawostkę, o której też już chyba gdzieś wspominałam. Jajka. W Polsce wszystkie jajka sklepowe muszą mieć przydzielane klasy informujące o tym, w jakich warunkach hodowane są nioski, czym karmione i generalnie mówiące o tym, jak szczęśliwa była kura znosząca to jajo. W Stanach jajka klasyfikuje się na podstawie ... czystości skorupki. Serio. 

Jeśli nie macie jeszcze dość, to swego czasu czytałam trochę więcej o tym, co można znaleźć w tutejszym jedzeniu. Oto przykład substancji zakazanych w UE (ze względu na szkodliwość, rakotwórczość, itp), które w Stanach spotykane są co krok:
  • Arszenik. Tak jest, ta trucizna. Karmi się nim kurczaki, żeby szybciej rosły i bardziej tyły na tej samej diecie. Ale oficjalny powód jest taki, że arszenik zabija pasożyty w drobiu, szkoda tylko, że skutkiem ubocznym jest kupowanie rakotwórczego mięsa. 
  • Bromian potasu, czyli ulepszacz wykorzystywany do wypieku większych i pulchniejszych chlebów. Może powodować uszkodzenia nerek czy systemu nerwowego, raka.
    Niech żyje domowy chleb na zakwasie!
  • Sztuczne (wyprodukowane przez człowieka) hormony wzrostu rBGH i rBST wstrzykiwane krowom, żeby produkowały więcej mleka. U ludzi powodują raka piersi, prostaty i jelita grubego.
  • BVO (Brominated vegetable oil) czyli olej z bromem. Opatentowany jako substancja ognio-odporna, dzisiaj może być znaleziona w cytrusowych  napojach energetycznych i nie tylko (Fanta, Mountain Dew, dawniej również Cola). BVO może powodować wady wrodzone u noworodków, utratę słuchu, pamięci i inne uszkodzenia systemu nerwowego.
Które z europejskich produktów są zakazane w Stanach?
  • Kinder jajo, bo dziecko może się zakrztusić zabawką i zrobić sobie krzywdę
  • Niepasteryzowane mleko i produkty mleczne - nie we wszystkich stanach, niektóre wprowadzają limity na ilość mleka prosto od krowy, które można kupować
Nie zrozumcie mnie źle, Stany wypadają dużo gorzej w tym porównaniu, ale jestem przekonana, że w europejskim jedzeniu też można znaleźć dużo za dużo syfu. Tu jest go jednak szczyptę więcej;]


Na koniec ciśnie się pytanie - czy możliwe jest zdrowe odżywianie się w Stanach? Na pewno tak. Wymaga jednak więcej wysiłku, czasu i pieniędzy. 

8 komentarzy:

  1. wooow!!!! jestem zszokowana, wyglada na to, ze amerykanie sami siebie wykoncza!! nie wiem jak to jest mozliwe, ze ludzie moga produkowac taki syf!! kurcze, nigdy nie bylam pro-amerykanska, ale kazdy twoj wpis pokazuje mi, ze wspaniala ameryka to wielka sciema! pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie byłam i nie jestem pro-amerykańska, więc blog pewnie nie jest obiektywny;), choć post o jedzeniu to w zasadzie suche fakty i parę moich obserwacji. Ale wiesz, w naszym europejskim jedzeniu też jest tyle syfu, że sami siebie wykańczamy, to nie tylko Amerykanie.

      Usuń
  2. Duzo w tym racji, bo rzeczywiscie jedzenie z supermarketu (zwlaszcza to przetworzone) jest sztuczne i pelne podejrzanych skladnikow. Musze jednak powiedziec ze ja nigdy nie jadlam lepiej niz w Seattle! Dziki losos jest niedostepny w Europie, a tutaj mamy go pod dostatkiem. Do tego wschodnia czesc stanu Washington to tereny rolnicze, wiec w sezonie warzywa i owoce sa wspaniale a ich roznorodnosc jest zupelnie nieznana w Europie. Niestety dobre produkty sa drogie ale przekonalam sie ze warte zaplacenia za nie wyzszej ceny. Smutne jest to, ze wysokie ceny odstraszaja albo tez powoduja ze wielu ludzi nie moze sobie pozwolic na te wspaniale produkty...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nigdy nie jadłam lepiej niż w Seattle, ale wynika to z tego, że po prostu uważam, co jem. Zbyt dużo się nasłuchałam historii o tym, jak ludzie tyją po przybyciu do USA, no i dodatkowo bardziej jestem świadoma wpływu syfnego jedzeniu na stan zdrowia. Zgadzam się też, że dzikiego łososia będzie mi brakować w PL, mimo że daje po kieszeni;)

      Usuń
    2. Zgadzam się z poprzedniczką - też nigdy nie jadłam lepiej niż w Seattle i lepszej jakości jedzenia dawno nie widziałam. Mnóstwo organicznych produktów, fakt - dwa razy droższe, ale truskawki w zimie, borówki? I to nie o smaku gliny jak te holenderskie tylko słodkie, czerwone, każdego dnia. Tak można żyć! Jedyne, co mnie naprawdę martwi to ten nadmiar cukru. W organicznym jogurcie- cukier, mleko- dosładzane, organiczna kukurydza w puszce- dosładzana. Ciągle trzeba sprawdzać produkty, by mieć pewność. Na szczęście jest Amazon Fresh, więc trochę to automayzuje;)

      Usuń
  3. Ha! Dziki losos nie moze byc tani.... bo jest dziki! wszystko co dzikie kiedys sie konczy.

    OdpowiedzUsuń
  4. No i GMO, ktore jest w USA zalegalizowane. Czy sa tam oznaczenia na opakowaniach produktow z GMO jak w Europie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zawsze. Z tego, co się orientuje, żywnośc modyfikowana musi być znakowana, jeśli jej wartość odżywcza jest znacznie różna od oryginalnego produktu albo może stanowić zagrożenie dla zdrowia (czyli pewnie radioaktywne marchewki by były oznakowane:P). Firmy mogą też dobrowolnie znakować swoje produkty,wszystko oznaczone "USDA Organic" jest, przynajmniej w teorii, niemodyfikowane

      Usuń