niedziela, 15 września 2013

Do kobiety inżynierki

Bycie kobietą programistką to ciągle dość egzotyczna rzecz. Wprawdzie coraz więcej dziewczyn kształci się na kierunkach technicznych (wystarczy powiedzieć, że na 'mojej' informatyce było nas, dziewczyn 12 a 5 lat później już ok. 40), ale wszyscy wiedzą, że jest to działka zdominowana przez facetów. 

Już od pierwszego wykładu, na którym moi mądrzy koledzy zadawali pytania, których ja nawet nie byłam w stanie zrozumieć, wiedziałam, że im nie dorównam. No ale nic to, zawsze przecież znajdzie się ktoś lepszy, nie? Robiłam więc swoje, jak umiałam najlepiej, gdzieś tam jednak we mnie tkwiło przekonanie, że ja i oni to zupełnie inna liga i że może powinnam jednak wybrać inny kierunek..?
Swoją drogą do dziś z łezką w oku wspominam chłopaka, który beż żadnego 'cześć' czy innego słowa powitania podszedł do mnie pierwszego dnia na uczelni z pytaniem 'Ile olimpiad?', po czym po mojej odpowiedzi (zgadnijcie jakiej) zmierzył mnie wzrokiem z pogardą i odmaszerował:D 
Tylko nie zrozumcie mnie źle, kolegów na roku miałam świetnych, jeden nawet awansował na mojego męża, tamta sytuacja to jednorazowy przypadek;)

żródło: internet
Nie myślcie sobie, że tylko faceci byli tacy zdolni, nie nie. Moje wspaniałe koleżanki nie ustępowały im w niczym, oddawały rewelacyjne projekty i zdawały wszystkie egzaminy bez trudu. "Ach, gdybym tylko była taka mądra", tak sobie czasem myślałam. 

Mimo początkowych obaw udało mi się skończyć studia z tytułem magistra inżyniera, niezłą średnią i przyzwoitą wiedzą. Poszłam do pracy, w której byłam jedyną osobą bez doświadczenia i na dodatek byłam też jedyną kobietą w dziale IT. Pierwsze miesiące były ciężkie. Czułam się malutka, głupiutka i biedny Paweł codziennie musiał wysłuchiwać, że "teraz to już na pewno mnie zwolnią". Miałam szczęście pracować z niesamowicie mądrymi facetami, nauczyłam się dużo, ale też  nieustannie się z nimi porównywałam. No i oczywiście wypadałam blado, ale nie było innej możliwości - postawcie obok siebie świeżaczka po studiach i pasjonata informatyki z x-letnim stażem i dostaniecie obraz mnie i kolegów z pracy.

No dobra.
Po co piszę tego posta? Na pewno nie dlatego, że lubię się uzewnętrzniać w internecie:P Nie zwykłam się dzielić tak osobistymi przemyśleniami na forum publicznym, ale tym razem chciałam zwrócić uwagę na to, że podobny sposób myślenia do mojego ma spora część, jeśli nie WIĘKSZOŚĆ dziewczyn w świecie inżynierskim. Moje bardzo mądre koleżanki, które tak podziwiam i stawiam sobie za wzór też się przyznają, że bywają niepewne, że również czują, że muszą pracować więcej i ciężej, żeby komuś coś udowadniać, zwłaszcza w pierwszych miesiącach pracy (bo później już wszyscy, łącznie z nimi wiedzą, że są świetne;)). Coś tu więc nie gra, prawda?

Ostatnio jedna z nich uświadomiła mi, że jest to rzeczywisty i bardzo częsty problem i jak każdy porządny problem ma też swoją naukową nazwę - impostor syndrome.  

Dziewczyny, jeśli któraś z Was czuje się jak "impostor",  po pierwsze: musicie sobie zdać sprawę, że jeśli dostałyście się do jakiejkolwiek pracy, to znaczy, że macie odpowiednie kwalifikacje. To nieprawda, że kobiety dostają taryfę ulgową przy rekrutacji. Byłam na wielu rozmowach o pracę, na każdej dostawałam ten sam zestaw pytań, co każdy inny kandydat. 
Kobieca ambicja każe nam pracować bez potknięcia i żadnego błędu, profesjonalne męskie otoczenie zmusza do tego, żeby dowodzić swojej wartości. Często kosztem zdrowia fizycznego i dobrego samopoczucia.

Nie chcę się tu bawić w psychologa (choć chyba mam zacięcie, w mojej rodzinie psychologów i psychiatrów sporo:D), ale gorąco polecam wszystkim zapoznanie się z tym krótkim artykułem: http://geekfeminism.wikia.com/wiki/Impostor_syndrome Nawet jeśli nie dotyczy Was to bezpośrednio, może uświadomić Wam np. z czym zmaga się nowa koleżanka w pracy (czy kolega, bo to nie tylko kobieca rzecz)  i ułatwicie nieco tej osobie start:)


żródło: internet
                           
  


9 komentarzy:

  1. Nie wiem jakim cudem trafiłam na Twojego posta bo zazwyczaj nie przeglądam blogów, a już na pewno nie z rana, ale to chyba anioł stróż mnie przekierował na Twojego bloga :) Właśnie studiuję informatykę (2 rok) i czuję się dokładnie tak, jak opisujesz, daleko w tyle za moimi kolegami. Niedawno odbywałam praktykę w jednej z firm, co prawda była to praktyka nieobowiązkowa ale skoro się dostałam to chciałam to wykorzystać, żeby nie ,,przespać'' okresu studiów a później nie obudzić się z mgr w kieszeni i bez żadnego doświadczenia i świadomości jak wygląda praca programisty. W każdym razie do sedna, czułam się tam taka głupia, najsłabsza, nie raz bywało tak, ze przyszłam zadowolona z jakimś projektem, który w moim mniemaniu był dopracowany i dopieszczony przeze mnie w kazdym calu, po czym oglądałam projekty dwóch starszych kolegów którzy odbywali praktyki ze mną i szczęka mi opadała, to co ja zrobiłam, przy nich wydawało się na poziomie przedszkolaka. Pomimo tego, że mezczyzna, który czuwał nad naszą pracą, ani razu nie powiedział mi ani jednego złego słowa gdy popełniałam błędy tylko zawsze cierpliwie tłumaczył, pokazywał i starał się nakierować na właściwą ścieżkę, ja i tak zawsze miałam wrażenie, że wszyscy za plecami naśmiewają się jaka jestem głupia i kombinują jakby mnie stąd wypierdzielić bo tylko przeszkadzam. Oczywiście nic takiego się nie stało i nigdy nie spotkałam się z jakimkolwiek objawem wrogości wobec mnie, to były tylko moje chore wyobrażenia wynikające z niepewności siebie. Dzięki za Twój post, dodał mi otuchy, dzięki, że jesteś! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, dziękuję bardzo! Studia to był dla mnie bardzo stresujący czas - zwłaszcza pierwsze 2 lata. Później już jakoś leci;) Staraj się więc trochę zdystansować, nikt cudów od drugoroczniaków nie wymaga. Pracodawcy też byli na studiach! Poza tym BARDZO istotną rolą każdego zespołu jest dzielenie się wiedzą, nie spinaj się więc za bardzo, tylko korzystaj z wiedzy bardziej doświadczonych;)
      No i podziwiam za ambicję, ja do pierwszej pracy poszłam dopiero po studiach:)

      Usuń
  2. Tak jak moja poprzedniczka trafiłam tu zupełnie przypadkiem, ale ten post jest chyba stworzony dla mnie. Właśnie zaczęłam 3 rok budownictwa na PW i przez cały czas nie czuję się zbyt pewnie na tym kierunku. Niby nie jestem gorsza od innych, średnią mam całkiem przyzwoitą, ale często czuję się niepewnie, mam wrażenie, jakby każdy mój krok był niepewny, boję się, że wszyscy mnie oceniają i szydzą ze mnie. Prawda jest taka, że w mojej grupie na 30 osób było 5 dziewczyn, już po 1 roku zostały tylko 3. Jest ciężko, ale największym problemem dla mnie jestem właśnie ja. Muszę zmienić nastawienie, bo jest już znacznie lepsze niż było, ale i tak jestem wiecznie zestresowana. Mam nadzieję, że z czasem dziewczyny na kierunkach ścisłych będą pewniejsze siebie, bo jest ich coraz więcej. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Podobnie czulam sie na moim stricte scislym kierunku jakim byla fizyka. Byl to tez powod dla ktorego zrezygnowalam z drogi do kariery akademickiej, bo nie chcialo mi sie odrobic kilku lat jako "przynies, podaj, pozamiataj" dla plci meskiej na wydziale.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dwakoty, ale chyba nie żałujesz? Przeglądam Twojego bloga (choć przyznaję, że nie znam całej Twojej historii) i życie w Japonii wydaje się być dużo bardziej fascynujące niż praca na polskiej uczelni;)

      Usuń
    2. Nie mam pojecia, bo w polskiej uczelni bylam tylko raz w ramach zwiedzania :-)

      Usuń
  4. Bardzo fajny post :) I mam podobne spostrzeżenia jeśli chodzi o studia i pracę jako kobieta-informatyk, może dlatego, że studiowałyśmy w tym samym miejscu, tylko w nieco różnym czasie, a może dlatego, że wszędzie jest podobnie. Choć osobiście nie uznaję formy "inżynierka" w odniesieniu do dziewczyn, które skończyły studia inżynierskie - wolę "pani inżynier". Może dlatego, że pamiętam jeszcze, jak "inżynierkę" pisałam po nocach kilka lat temu i ostatecznie udało się ją obronić na czas :)

    Trzymaj się w tych Stanach i powodzenia w szukaniu pracy! Pozdrawiam z Londynu.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja też właśnie zaczęłam pierwszą pracę w programowaniu i jest ciężko z samymi chłopakami, a zastanawiałam się czy to się jakoś różni pod tym względem w Stanach?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecywanie. Amerykanie są mniej uszczypliwi:p no a tak bardziej na poważnie, to tutaj wszyscy są bardzo poprawni politycznie i przynajmniej w branży it żadnej dyskryminacji nie ma. Co więcej, kładzie się nacisk na to, żeby kobiety czuły się dobrze w środowisku pracy. Nie wiem, jak to jest w innych firmach ale Google czy Amazon szkola swoich managerów pod katem pracy z kobietami w tym sensie, żeby np. zachęcać je do samopromocji (bo kobiety mimo, ze często są lepiej wykwalifikowane niż faceci czują, ze awans im się nie należy, bo ciągle są za słabe).

      Usuń