Kawa. Paliwo ludzi mieszkających w Seattle. Nic dziwnego, w miejscu, gdzie przez większość roku siąpi deszcz, jest szaro, ponuro i nie chcę się nosa z domu wystawiać, trzeba skądś czerpać energię i siły do pracy. Codziennie rano mijam ludzi pędzących do biur z parującymi kubkami kawy, w południe spotykam ich siedzących w kawiarniach w towarzystwie przyjaciół, wieczorem - uczących się i czytających książki z nieodłącznym kubkiem w ręce.
Chyba wszyscy kojarzą markę Starbucks, prawda? Może jednak nie wszyscy wiedzą, że firma ta założona została właśnie w Seattle (zresztą, nie tylko ona, ale żadna inna nie osiągnęła tak spektakularnego sukcesu). Gdzieżby indziej?;) Kto tu mieszka wie, że miasto to ma doskonały potencjał jako rynek zbytu kofeiny;)
Aż chce się powiedzieć, że kawa to nie napój, to styl życia!
 |
źródło: Internet :] |
Kawiarnie napotkasz tu co krok, do wyboru do koloru! Co więcej, nie ma drugiego takiego stanu, w którym znajdziesz tyle przydrożnych małych budek-kawiarenek, przy których możesz w każdej chwili się zatrzymać i zamówić parującą kawkę. Niektóre oferują dodatkowe atrakcje, np. panie kawiarki obsługują cię w bikini albo topless;)
Pod względem kawowym trafiłam świetnie. Napój ten lubię bardzo; koneserem nie jestem, ale byle czego nie wypiję. Pierwsza kawa to jeden z moich ulubionych momentów dnia - czy jak kiedyś w pracy, czy jak teraz w towarzystwie dobrej książki, jest to moje 5 minut. Mmm...! Zupełnie jak w scenie z kawą w Ally McBeal!
(Nie mogę znaleźć filmu z w dobrej jakości, więc dociekliwi niech sobie wpiszą 'Ally McBeal the first cup of coffee' na YT, jeśli nie wiedzą, o którym fragmencie mówię).
Już od dawna chodzi za mną pomysł, żeby pokazać Wam kawową stronę Seattle i stanu Waszyngton - miejsca ulubione lub po prostu ciekawe. Zapraszam na spacer po Kawowym Szlaku:)
1: Caffe Zingaro
Zacznę od kawiarni, która jest najbliżej naszego mieszkania i w której bywam najczęściej. O dziwo, to tu dotarło do mnie, jak wielki wpływ na smak kawy ma to, kto ją przyrządza. Serio, do tej pory w ogóle o tym nie myślałam, utożsamiałam smak kawy z danym miejscem, nie zwracając uwagi na to, kto ją przyrządza! No cóż, lepiej późno niż wcale:P
Jeśli mam szczęście i trafię akurat na pana baristę o azjatyckich rysach, dostanę najlepszą latte w życiu. Nie za gorzka (gorzka czy za kwaśna kawa to zło!), ale mocna, idealne proporcje kawy i mleka, po prostu niebo w gębie. Chyba muszę zapytać o jego grafik, bo przyznać trzeba, że pozostałe trzy baristki do pięt mu nie dorastają;)
Zingaro to też pierwsza kawiarnia, którą odwiedziłam zanim przeprowadziliśmy się do Lower Queen Anne. Przyprowadziła mnie tu Dina zanim podpisaliśmy umowę wynajmu. Od tamtego czasu już parokrotnie spotykałyśmy się tu na polsko-białorusko-hamerykańskiedyskusje. Dobre miejsce na dobry początek!
*Skąd taki tytuł posta? Niektórzy może skojarzą z tytułem książki "Tysiąc szklanek herbaty. Spotkania na Jedwabnym Szlaku". Choć mowa w niej zupełnie o czym innym, o podróży na Wschód, o niesamowitych ludziach spotkanych na szlaku, o Podróży przez duże P, to jednak w jakiś naturalny sposób nawiązałam do niej. Tytuł pojawił się w głowie sam, chyba podświadomie wypychany na zewnątrz przez przekonanie, że pobyt w USA nie jest jedynie etapem robienia kariery i zarabiania na dom, ale czymś więcej, swoistą 'podróżą, która kształci'. Każda filiżanka kawy, która się tu pojawi, to tak naprawdę jeden dzień z mojego życia z całym swoim 'bagażem'.
No i mam też pretekst, żeby się po kawiarniach wozić, ha!
Ja chcę na dobre latte.. koniecznie w Twoim towarzystwie :)
OdpowiedzUsuńPs od T.
OdpowiedzUsuńCzekam na zdjęcia baristek TOPLES :)
Nie można im robić zdjęć. Ale jak w końcu ruszysz tyłek do Seattle, to możemy pozwiedzać kawiarnie i zobaczysz na żywo;)
Usuń