piątek, 27 września 2013

Na gorąco

Właśnie wróciliśmy z koncertu Anathemy. Zaczęłam ich słuchać jeszcze jako nastolatka, nawet się nie będę przyznawać, ile lat temu. Oczywiście nie mogłam przepuścić okazji, żeby zobaczyć ich na żywo tym razem w Seattle!

Jak zwykle dali świetny show, tu nie było niespodzianki. I Paweł i ja byliśmy zachwyceni wokalem i energią braci Cavanagh & Co. Co zaskoczyło, to cena biletu - 17$ to przy polskich 90-100zł, które płaciliśmy w Krakowie to praktycznie darmocha, oraz miejsce - Studio Seven to malutki klub, bardzo kameralny, scena była dosłownie na wyciągnięcie ręki. Byłam w ekstazie mając Dana i Vincenta tak blisko;) Ostatnia miła niespodzianka to perkusista z Lizbony, na którym z przyjemnością można było zawiesić oko;)

Po raz kolejny pluję sobie w brodę, że nie wzięłam aparatu, chyba muszę sobie wypracować ten nawyk. Ale parę fot z telefonu oczywiście jest.




Nie wiedzieliśmy nawet, że to ich pierwsza trasa w USA, jeśli więc ktoś z Was ma jeszcze okazję ich gdzieś usłyszeć na żywo - gorąco polecam!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz