niedziela, 18 sierpnia 2013

Zielony weekend - góry i .. festiwal marihuany.

W zeszłą sobotę wybraliśmy się na wyczekiwaną przeze mnie już od dawna wycieczkę do Parku Narodowego Mt Rainier. Jeśli macie ochotę poczytać, jak było i pooglądać trochę zdjęć, zapraszam do mojego geobloga  - KLIK!
Na zachętę parę migawek:)



Za to weekend w mieście minął pod znakiem Hempfestival czyli festiwalu marihuany. Czasem jeszcze Seattle potrafi mnie zaskoczyć i Hempfestowi się to udało. Celem owego trzydniowego przedsięwzięcia było 'edukowanie ludzi o  potencjalnych zyskach płynących z wykorzystywania marihuany - zdrowotnych, ekonomicznych, środowiskowych [...]' oraz manifestacja poparcia dla zalegalizowania trawki. Dla przypomnienia - w stanie Waszyngton cannabis jest zalegalizowany, według prawa federalnego jest to jednak ciągle narkotyk. Ta rozbieżność prowadzi do pewnych paradoksów - policja w Seattle oznajmiła np., że nie ma zamiaru ścigać tych, którzy palą jointy na ulicy (musieli by wtedy pół miasta zamknąć), w świetle prawa federalnego jest to jednak przestępstwo, za które ściga DEA (organizacja do walki z narkotykami).

Wracając do Hempfestu, to odbywał się on rzut beretem od nas, w Parku Waterfront,  grzechem byłoby więc nie zobaczyć, jak to wygląda. Atmosfera była iście woodstockowa - pełno przebierańców, hippisów, ludzi we wszelki sposób manifestujących swoją miłość do charakterystycznej zielonej rośliny. Nikt oczywiście nie krył się, chcąc zapalić jointa - ludzie robili to otwarcie, wylegując się na trawie i ciesząc słoneczną pogodą. Normalnie piknik:] Pełno było stoisk, w których można było kupić w zasadzie wszystko związane z trawką poza samą trawą (oficjalnie, bo te kłęby dymu wiszące w powietrzu świadczyły o aktywności szarej strefy;) ) - nawet sprzęt do rozpoczęcia własnej domowej hodowli.
Takie rzeczy tylko tutaj;)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz