poniedziałek, 1 września 2014

Spacerem po mieście. U Trolla i w Gas Works Park.

Dziś Święto Pracy i dzień wolny. Yeah, takie poniedziałki, to ja lubię.
Nie był to jednak do końca dzień wolny, bo Paweł jest na on call-u i musi być w pobliżu swojego laptopa i internetu cały czas. W związku z tym nie mogliśmy się wybrać na wycieczkę w góry (czy gdziekolwiek dalej), ale heloł, Seattle też ma dużo zaoferowania:)

Poniżej zdjęcia z naszego spaceru po mojej ulubionej okolicy.

Zaczęliśmy od lunchu. Niby miało to być włoskie panini, a dostaliśmy amerykańską tłustą i mega napakowaną kanapkę. Nie polecam knajpki za Leninem.
A tu Lenin właśnie. Jak widać, ktoś mu ostatnio ręce na czerwono wymalował. Wymowne...



A tu kanapkowe miejsce. Nie polecam!


Tego gościa już chyba znacie. O Trollu z Fremont pisałam więcej już tu.

 I drugi troll ;)


Jak widać, spacer do  Gas Works Park obfituje w piękne widoki na Downtown.


A to już Gas Works Park, mój ulubiony park w mieście. Surowy, industrialny (w końcu była tu gazownia), a jednak tak dobrze wpisujący się w panoramę miasta.
Ludzie przychodzą tu puszczać latawce i relaksować się podczas pikniku.
Pięknie, prawda?








6 komentarzy:

  1. Podczytuję sobie was od dawna, trafiłam tu dawno, szukając informacji o pracy dla google i zostałam czytelniczką, a dziś zostawię komentarz (zrobię sobie małą przerwę w pracy.. w Niemczech najbliższy dzień wolny chyba dopiero w listopadzie ;) Śliczne zdjęcia, uwielbiam takie parki-pozostałości no i cóż za piękna pogoda! W Berlinie parę lat temu po zamknięciu lotniska Tempelhof w centrum, mieszkańcy oprotestowali plany jego zabudowy i oto mamy ogromną przestrzeń, gdzie można bez obaw uprawiać kite landboarding (można, ja wolę popatrzeć!) puszczać latawce, iść na randkę, co kto woli..
    Jak pomnik Lenina przetrwał McCarthyism w Stanach nie mieści mi się w głowie.. Więcej tam takich można znaleźć? W centrum Berlina stoi do dziś wielki radziecki czołg, z którym fotografują się z dumą rosyjscy turyści, a policja czuwa, żeby komuś nie przyszło do głowy czegoś na nim namalować, no ale to nie Stany ;)
    Życzę wam miłego tygodnia!
    Ewa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, bardzo nam miło i pozdrawiamy Berlin:)
      Historia pomnika Lenina jest bardzo interesująca. Otóż, pewien Amerykanin, nauczyciel historii i amator sztuki wyjechał uczyć (chyba angielskiego) gdzieś w okolice Popradu. I tam przypadkiem natknął się (a był to rok 94, wiec po gorączce McCarthyismowej) na przewrócony pomnik Lenina. Poznał, że to dzieło jakiegoś artysty, którego nazwy nie pamiętam i wydał oszczędności życia, żeby przetransportować go do USA. Niedługo potem zginął w wypadku samochodowym i jego żona została sama ze smutkiem, kredytem do spłacenia i Leninem...Zeby nie przedłużać - Lenina kupiła w końcu Fremont Art Council i stoi on sobie we Fremont po dziś dzień. Początkowo ludzie protestowali bardzo, ale hippisi z Fremont powtarzają, że o wartość artystyczną a nie o przekaż chodzi. I wszyscy się już do Lenina przyzwyczaili.

      Usuń
  2. Bardzo fajne zdjęcia. Fajnie by było gdyby może jakiś filmik się pojawił od czasu do czasu, na pewno będzie co pokazać :) Albo coś takiego jak robi dzordzyk z youtube (też informatyk zresztą) :) Ale to tylko takie tam sugestie, blog też jest spoko ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję, ale ja się lepiej czuje to drugiej stronie obiektywu;) Pawła też mi się raczej nie uda namówić na filmiki, choć kto wie;)

      Usuń