poniedziałek, 16 grudnia 2013

Proste jak drut

Paweł z tej strony, mój pierwszy post od dłuższego czasu. Chciałbym wrócić na chwilę do tematyki różnic między Ameryką a rodzimą Europą, bo to interesuje mnie najbardziej. Porozmawiajmy więc o topografii. Zdaję sobie sprawę, że nie brzmi zachęcająco, ale postaram się żeby było ciekawe!

Ameryka jest kanciasta. Możecie nie zdawać sobie z tego sprawy, choć nocną panoramę tutejszych miast widzieliście setki razy w filmach. W miastach USA dominują kąty proste, czyli prostopadłe krzyżówki i równoległe ulice. Tak zapamiętałem starą jak świat grę GTA 2, choć grając nie zdawałem sobie sprawy z tego, że toporność map gry oddaje po prostu tutejsze realia.



Seattle



Kraków



W zestawieniu z makaronem Krakowa, regularność Seattle kłuje w oczy. Nasz znajomy z USA, Adam, powiedział kiedyś że w Seattle jeździ się trudno i można się zgubić bo zdarzają się ukośne ulice. Wyobraźcie go sobie nawigującego przez zakamarki Nowej Huty.

Nie będę analizował przyczyn tych różnic, bo mało mnie interesują, chciałbym natomiast wspomnieć o konsekwencjach prostopadłości miasta. Po pierwsze, sensu nabiera słynna jednostka przecznicy (zwana tutaj "block"). Ludzie wskażą ci drogę wyznaczając kierunek i podając liczbę przecznic. Jedna przecznica to blisko, 10 to już kawałek drogi. Z naszego ulubionego Queen Anne do centrum miasta spaceruje się w zasadzie wzdłuż jednej ulicy, przez około 30 minut i jest to mniej więcej najkrótsza droga.

Ulice tu rzadko szczycą się wymyślnymi nazwami. Najczęściej nazywają je "Pierwszą", "Drugą", "Trzecią", "Piątą", a na przedmieściach "Trzysta pierwszą" czy "Trzysta piętnastą"... Numeracja ma swój ład i porządek. Najniższe numery to centrum miasta. Oddalając się od centrum, numery rosną. Nieodłączną częścią nazw ulic jest kierunek świata, a więc ulice na północ od centrum to ulice "Północne" lub "Północno Wschodnie". Spacerując po Seattle można więc wylądować na "Północno Wschodniej Ulicy Trzysta Piętnastej" (315 Ave NE) czy "Południowej Ulicy Czterdziestej Drugiej" (42 Ave S). Co więcej, stojąc na 42 S, wiemy że tuż obok będą ulice 43 S, 44 S itd. Czasem dzięki topornemu rozkładowi ulic, drogę uda się odnaleźć i bez mapy. Są tu oczywiście ulice nazwane na cześć, np. Mercer czy Terry Avenue, ale im dalej od centrum, tym ich mniej, a więcej bezpłciowych numerów. Tak jakby w miarę rozwoju miasta wyczerpały się pomysły.

Żyjąc w Stanach należy posiadać podstawową wiedzę na temat orientacji w terenie. Znak zakazu parkowania potrafi oznajmić, że "na zachód od znaku" parkować nie można i biada temu kto nie potrafi rozróżnić zachodu od wschodu. Autostrady cechują się tu podobną regularnością jak ulice w miastach. Z północy na południe biegną autostrady o numerach nieparzystych (np. nasze I-5, czyli Międzystanowa 5) a ze wschodu na zachód autostrady parzyste. Wjeżdżając na I-5 należy wiedzieć czy kierujemy się na południe czy północ, w przeciwnym razie wybierzemy złą rampę i zamiast do Kanady, ruszymy do Kalifornii.

Eleganckie ułożenie ulic względem kierunków świata ułatwia orientację w terenie. Że wyspa Bainbridge jest na zachód od miasta widać z okna wychodzącego na zachód i nie ma o czym gadać. Ciekawą konsekwencją są wschody i zachody słońca. Biuro Amazona mam na wschód od mieszkania, zmierzając do pracy kieruję się więc na wschód, prosto jak strzelił. Wynikiem tego jest słońce, które co rano świeci mi prosto w oczy. Dokładnie to samo dzieje się, gdy pod wieczór wracam z pracy, na zachód. A kiedy nie ma chmur, słońce świeci tu wyjątkowo mocno, jakby chciało pokazać na co je stać w te nieliczne dni gdy chmury dają szansę.

Tematyka spacerowania na małą skalę wyczerpana. Za jakiś czas powrócę do tematu i porozmawiamy o większej skali - Stanach i tym co amerykańskie jak nic, samochodach.


Zdjęcia zaczerpnięte z Internetu.

1 komentarz: