piątek, 5 kwietnia 2013

Jak robić zakupy w USA?

Konsumpcjonizm to drugie imię Stanów Zdjednoczonych. Miłość mieszkańców USA do robienia zakupów i wyczerpywania limitu kolejnych kart kredytowych jest już niemal legendarna. Amerykanie kupują przez cały rok, nie tylko w czasie Świąt (wtedy to już przybiera rozmiary szaleństwa), ale i w zwykły dzień powszedni, bez okazji.
Coraz więcej rodzin wybiera się na całodniowe 'wycieczki' do centr handlowych. Nic dziwnego, że miejsca te powoli zaczynają przypominać miejsca handlowo-wypoczynkowe, gdzie możesz siąść na kawę, zjeść coś dobrego, odpocząć, pobawić się na placu zabaw, rozluźnić przed kolejną rundą ze sklepowym wózkiem. W odróżnieniu od tego, co obserwowałam w Polsce, tu ludzie nie śpieszą się, powoli chodzą od sklepu do sklepu, robią długą przerwę na coś ciepłego do picia i pogaduszki. Prawie czuć atmosferę pikniku!

Wydaje się, że Amerykanie żyją, żeby kupować. Więcej i większe. Kiedy tylko się dorobią, kupują samochód, by później wymienić go na większy, później na jeszcze większy i tak dalej. I to nie dlatego, że ten pierwszy się zepsuł, ale dlatego, że po prostu mogą kupić coś nowego! Ta sama zasada działa dla elektroniki czy ... domów.

Kto jak kto, ale powinni oni być w takim razie ekspetami od zakupów, prawda?:)
Dzisiejszy post będzie o tym, czego się na ten temat nauczyłam, jako początkująca amerykańska kura domowa;)

Pamiętam, że niemal zaraz po przyjeździe, rozmawiałam z Bożeną o zakupach i powiedziała mi wtedy: "Jeśli kupujesz coś po normalnej cenie, to robisz to źle"
I rzeczywiście, zasada ta wydaje się być mottem mieszkanców USA i od niedawna też moim;)

No dobrze, ale w takim razie, jak kupować taniej?
Pierwszą rzeczą, w którą powinniśmy się zaopatrzyć, są kupony. Niektórzy może znają to pojęcie z seriali;) a reszcie już mówię, o co chodzi. Otóż, większość sklepów zamieszcza w różnego rodzaju gazetkach specjalne kupony zniżkowe. 
Pokazując taki kupon przy kasie, dostajemy odpowiedni rabat na dany produkt. 
Z tego, co zauważyłam, najlepsze zniżki można znaleźć na niezdrowe jedzenie - słodzone napoje, słodycze, napakowane pieczywo itp.  Myślę, że to jedna z przyczyn otyłości USA - skoro za dolara możesz kupić 4l Coli lub mase słodyczy, czemu by sobie nie pozwolić?

Technologia dotarła oczywiście również tu i dlatego Ci, którzy preferują ekologiczne podejście do życia (lub są zbyt leniwi na przeglądanie gazetek w koszukiwaniu kuponów), mogą ściągnąć sobie darmowe aplikacje na smartphony z e-kuponami.
Mogą to być aplikacje od konkretnego sklepu, zawierające jedynie kupony na ich towary lub serwisy grupujące kupony z Twojego sąsiedztwa z każdej branży, która Cie interesuje.

Będąc w sklepie należy również wypatrywać bardzo popularnych promocji typy 10/10 - czyli 10sztuk za 10 dolarów (czywiście mogą być przeróżne warianty, w sklepach odzieżowych raczej zobaczysz coś w stylu 2/60 - 2 za 60$;)). Nie dla wszystkich może być jasne, że wcale nie musimy kupować od razu 10 stuk - można kupić tylko 1, w tym przypadku za 1$. Sporo można zaoszczędzić dzięki tej promocji!

Większość sklepów, zwłaszcza odzieżowych, oferuje klientom specjalne kody zniżnkowe po dołączeniu do grona subskrybentów ich newslettera. Po przyjeździe pozapisywałam się w szereg miejsc, ale szybko zostałam zalana spamem, w związku z czym praktycznie zrezygnowałam z tej formy oszczędności.
Niektóre firmy, jak np. sklep sportowy REI, wszystkim klientom, którzy posiadają członkostwo, zwraca pod koniec roku 20% wydanych pieniędzy.
Przeważnie klient dostaje również kartę klubową, firmową, jak zwał, tak zwał. Coś podobnego do kart z tesco czy carrefoura - zlicza punkty i uprawnia do dodatkowych zniżek.

Poza tym działa oczywiście Groupon i inne serwisy groupono-podobne. 

Co mnie zdziwiło (bo w Polsce to raczej rzadkie), to fakt, że wszystkie promocje można łączyć. Jeśli pokombinujesz więc troszeczkę i wykorzystasz e-kupon, zniżkę sezonową i swój rabat stałego klienta,  towar możesz mieć nawet za darmo (w przypadku art. spożywczych) lub za mniej niż połowę oryginalnej wartości! Teraz już widać, że zakupy to sztuka;)


Kolejna ogromna różnica między PL a USA, to polityka zwrotów. Chyba też już legendarna;)
Klient ma prawo w ciągu 30-90 dni (zależnie od sklepu i towaru) zwrócić towar z którego nie jest zadowolony. Przeważnie trzeba podać powód i pokazać paragon, ale są też sprzedawcy ekstremalni jak wspomniany REI - towar ma dożywotnią gwarancję, można więc przyjść po 20 latach bez żadnego potwierdzenia zakupu i zażądać zwrotu. Wszystko 'na gębę'. Oczywiście ludzie to nadużywają, przychodzą po 3 latach  z wychodzonymi butami i mówią, że chcą nowe, bo te się popsuły;) Ten sklep to jednak wyjątek;)

W pozostałych trzeba udowodnić, że towar pochodzi z danego sklepu (jeśli nie masz rachunku a płaciłeś kartą, to nie ma problemu - historia transakcji sprawdzana jest na miejscu i jeśli mówisz prawdę, zwrót przebiega bez problemu). Oddać można wszystko, poza bielizną. Nawet otwarte kosmetyki!
Z tymi kosmetykami, to akurat ma to trochę sens, bo w drogeriach nie ma żadnych testerów, co też jest wkurzające, bo kupujesz na chybił-trafił. Ale przynajmniej można oddać:)

Jak widać, sprzedawcy robią tu wszystko, żeby zakupy były dla klienta przyjemnym doświadczeniem.
Centra handlowe to miejsca, w których zdecydowanie kryzysu nie widać.


źródło: http://www.tumblr.com/tagged/henrich%20kimerling


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz