wtorek, 8 stycznia 2013

Na podboj Stanow - Las Vegas & Grand Canyon Trip

W końcu nadszedł czas od dawna wyczekiwanej, pierwszej pozastanowej podróży! Ledwo Paweł uzbierał parę dni urlopu, już nadarzyła się okazja, żeby je wykorzystać. Nowy rok postanowiliśmy zacząć z przytupem, od wycieczki do Vegas i Wielkiego Kanionu.

Geobloga prowadzę od dawna, znacznie dłużej niż tego bloga. Dlatego całą relację, dzień po dniu, znajdziecie własnie [TAM]

[TU] zaś wszystkie 4 dni na zdjęciach.

Od Pawla: zachecam do przeczytania geoblogowej relacji Basi. A ja chcialbym dodac kilka slow od siebie, z innej perspektywy.

Po pierwsze, to byla nasza pierwsza dluga podroz po amerykanskich szosach. Roznice miedzy USA a Polska sa w tej kwestii NIEBOTYCZNE. Drogi z grubsza takie same, zdarzaja sie dziury i inne koleiny (te amerykanskie moze bardziej uzasadnione, bo na pustyni), a mimo tego jezdzi sie zupelnie inaczej. Czy to na autostradzie, czy na drogach lokalnych, jest tu bardzo malo zakretow, a miast czy wiosek praktycznie nie ma, dzika przestrzen. Caly czas ograniczenie do 110-130 km/h. Autostrada na dluzsza mete jest nudna, za prosta, ale juz jazda po troche wezszej drodze krajowej i leciutkie wyprzedzanie innych aut naszym Mustangiem przy kazdej mozliwej predkosci... To byla frajda! Nie ma porownania z jazda w Polsce, gdzie co 5 kilometrow jest wioska i ograniczenie do 50km/h... Przy okazji, troche przypadkiem, zahaczylismy o historyczne juz Route 66, marzenie niejednego.

Jazda tutaj sprawia radosc, a na pewno nie zlosci. Zlosci nie ma takze po podrozy, gdy podlicza sie ceny benzyny. Przejechalismy 781 mil, spalajac srednio 1 galon na 21 mil (jakies 12 litrow na 100 km). Przy trzech dolarach za galon daje to laczna cene okolo $120 lub, jak kto woli, 380 zl. W polsce, za 781 mil przy tym samym spalaniu dostajemy koszt okolo 860 zl! A nie musze chyba dodawac, ze $120 tutaj kluje mnie w kieszen mniej niz 860 zl ukluloby mnie w Polsce. Tak za benzyne rozlicza sie w kraju, ktory na komunikacji samochodowej zbudowano.

Co do atrakcji... Wielki Kanion jest wielki, a wszystko co ogromne mozna docenic tylko z bliska, wpatrujac sie w szczegoly. Bo czlowiek nie jest w stanie pojac ogolu tak duzego. My spogladalismy z gory, z daleka, stad pewnie mniejszy zachwyt niz sie spodziewalem. Chcialbym kiedys zejsc do srodka i wyjsc z drugiej strony, a do tego czasu... Jest to cud natury, nie da sie zaprzeczyc. Ciekawostka: ten wielki lej w ziemi jest na szczycie plaski jak stolnica!

Las Vegas trzeba zobaczyc! Jezeli szukasz na swiecie definicji przepychu, nie szukaj dalej - Vegas. Przechadzajac sie wzdluz The Strip nie mozna sie nie zachlysnac. I wcale nie jest tam brzydko, nawet w dzien! To juz nie to samo Las Vegas co kiedys: migajace neonami, zadymione papierosami, wypchane po brzegi tanimi kobietami. Oswietlenie hotelow jest teraz subtelniejsze, stonowane, nie miga jak oszalale, papierosow jest mniej, a tanie dziewczyny pozamykaly sie w strip clubach. Hotele sa ogromne, The Strip jest dlugasne. Niby wszystko na wyciagniecie reki, ale to tylko iluzja. Hotel ktory wydaje sie byc oddalony o 5 minut drogi okazuje sie byc oddalony o godzine spaceru i to szybkim krokiem. Do hoteli zbliza sie powoli, troche jak do gorskiego pasma na pustyni. A w kazdym z nich cos ciekawego, jakis kruczek, czasem na zewnatrz (wieza Eiffla, kolejka gorska), czasem w srodku (kryte wesole miasteczko, akwarium z rekinami). Polecam, polecam, polecam! Szczeka opada nie raz i nie dwa razy.

Najlepsze punkty wycieczki to dla mnie Sedona i Zumanity, dwa skrajnie rozne doswiadczenia.

Sedona to czerwone skaly na pustyni. Wspaniala wspinaczka na Cathedral Rock po szlaku w moim typie. A na szczycie obledny zachod slonca i widok kojarzacy mi sie z disneyowska Lwia Skala. Czegos takiego zabraklo mi w Wielkim Kanionie, moze dlatego ze tam na szczyt zamiast wlasnymi silami dostalismy sie samochodem.

Druga atrakcja, Zumanity, to Cirque Du Soleil, czyli jedna z wielu cyrkowych trup w Vegas. Ta jest dozwolona od lat osiemnastu, ociekajaca seksem jak polowa stolicy hazardu. Cirque Du Soleil powinien zobaczyc kazdy. Do wyboru jest kilka roznych przedstawien i dla ludzi bardziej konserwatywnych zalecilbym wszystko, tylko nie Zumanity. Dla pozostalych, tych bardziej otwartych (bo duzo nagosci, konferansjerem jest transwestyta, sa karly, pejcze, lesbijki i geje), z calego serca Zumanity polecam! Przyznaje, ze nie jestem w stanie nikomu tego show sprzedac, bo to wszystko brzmi tak zle. A mimo to bylo bezblednie! Muzyka, artysci, humor, wszystko genialne, dopieszczone do granic mozliwosci. Jesli kiedykolwiek wybierzemy sie tam ponownie, pojde znowu!

Fragment Zumanity. Rzeczywistosci nie oddaje, ale kocham ten riff: --> kliknij tu <--

To tyle. Wyjazd nadzwyczaj udany, praktycznie zadnych slabych stron, bylo warto. Mialem napisac jeszcze o kasynach, ale wspominajac Sedone i Zumanity stwierdzam, ze o kasynach pisac nie ma po co. :) Przed kolejnym wyjazdem do Vegas przygotuje sie lepiej, naucze blackjacka, pogram na stolach, a nie na maszynach. I wtedy opowiem.


2 komentarze:

  1. Ja to sie nie zgodze, ze te tanie dziewczyny zamknely sie w strip klubach. Widziales polowe turystek tam?:P

    OdpowiedzUsuń