sobota, 26 stycznia 2013

Keep Calm and Amazon!


Jak każda szanująca się firma, tak i Amazon przygotowuje  różnego rodzaju atrakcje dla swoich pracowników.
W zeszłą sobotę uczestniczyliśmy w jednym z takich wydarzeń - dorocznej poświątecznej imprezie.

Nie wiadomo dokładnie, ile ludzi pracuje dla Amazon. Oficjalne dane nie są upublicznione, ale mówi się, że główna siedziba w Seattle zatrudnia około 20 tys. osób. Każda z nich została zaproszona wraz z osobą towarzyszącą na sobotnie wydarzenie. Przyjęcie urosło więc tym samym do rangi meczu sportowego i toteż w obiekcie sportowym się odbyło;) No, nie do końca, bo nie na samym boisku, ale w centrum koncertowo/konferencyjnym tuż przy stadionie piłkarskim drużyny Seattle Sanders.

Ogromna hala koncertowa podzielona została na części odpowiadające krajom, w których siedziby ma Amazon. Były m.in.: Francja, Niemcy, Wielka Brytania, Indie, Stany Zjednoczone i Kanada.  Szwedzkie stoły, ulokowane co parę kroków, również oferowały dania z tychże krajów.

Każdy kraj udekorowany był w motywy jednoznacznie go identyfikujące. We Francji była to wieża Eiffela, w Wielkiej Brytanii charakterystyczne czerwone budki telefoniczne i piętrowy autobus. W Indiach można było zrobić sobie tatuaż z henny i obserwować hinduskie tancerki, w USA i Kanadzie zorganizowano wielkie kasyno. Każdy gość dostał darmowy bon na 10tys. dolarów w żetonach, które mógł rozmnożyć, grając w pokera czy blackjacka, a następnie wygraną kwotę przeznaczyć na wsparcie wybranych organizacji charytatywnych. Ta, która uzyskała najwięcej plastikowych pieniążków, dostała od Amazon prawdziwe 10tys. $ wsparcia.

Główną atrakcją wieczoru był koncert zespołu Imagine Dragons. Szłam na koncert, znając tylko jeden z ich utworów (Imagine Dragons - "It's time"), ale chłopaki naprawdę mają potencjał i nie zdziwię się, jeśli szybko zrobią międzynarodową karierę.

Wystrój i dekoracje nadały atmosfery całemu przyjęciu. Moimi absolutnymi faworytami były: wspomniany brytyjski piętrowy autobus z wielkim napisem "Keep calm and Amazon" (genialne!) oraz girlandy z pudeł kartonowych z logiem Amazon (po amazonowemu - bardzo oszczędnie, ale pomyslowo!).

Jedynym minusem imprezy było to, że zgodnie z planem miała trwać od 20 do północy. I jak w bajce o Kopciuszku, tak i tutaj o północy czar prysnął - zapalono światła i grzecznie wyproszono ludzi do domu.
Szkoda, bo dopiero zaczeliśmy się rozkręcać w kasynie i przy stołach z piłkarzykami i hokejem.

PS. Niestety nie spotkałam Bezosa.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz