niedziela, 22 maja 2016

Spacerem do Seattle Symphony

Dziś post zdjęciowy. Trochę zła na siebie jestem, bo mimo, że nie mam już za bardzo czasu pisać bloga, to przecież mogłabym wrzucać więcej zdjęć z naszego przepięknego i ciekawego Seattle. Dlaczego więc tego nie robię? Sama chciałabym to wiedzieć!;) 
Moja fotograficzna amatorszczyzna chyba nie ma tu nic do rzeczy, choć muszę przyznać, że mam lekki kompleks, kiedy oglądam super foty na innych blogach.

No ale. Teraz foty z dzisiejszego spaceru do Seattle Symphony. Zaczęliśmy od kawki w miejscu, o którym na pewno jeszcze napiszę - nowiutkiej kawiarni w siedzibie lokalnego radia KEXP. Genialny wystrój, przepyszna kawa + gość za szybką, który prowadzi audycje na żywo:)
Na pewno jeszcze napiszę o tym miejscu więcej <3


Zdjęciami z wybrzeża dzieliliśmy się już nie raz, ale sami przyznajcie, że takie widoki po prostu nie mogą się nudzić:)


Zdjęcia nie oddają rozmiaru tego statku. Był OGROMNY. No i ma własną ściankę wspinaczkową (patrzcie przy kominie;))



Na Pike Place Market sezon na piwonie, które uwielbiam!


I na łososia z rzeki Copper - podobno najpyszniejszego. W ciągu 3 lat w Seattle zjadłam więcej łososia niż przez resztę swojego życia i już mi ślinka cieknie na myśl o potrawach z sezonowym łososiem z Copper River;)



Hala Benaroya - flagowa hala Seattle Symphony znajduje się 5 minut spacerkiem z Pike Place Market.
Dziś koncert z cyklu "gdy muzyka klasyczna spotyka pop kulturę" - muzyka z filmów sci-fi. Trochę mi to przypomina ukochany Krakowski Festiwal Muzyki Filmowej, choć do KFMF się to nie umywa. Ale dobre i co. 


Repertuar świetny - tematy ze Star Treka, Jurrasic Parku, Harrego Pottera, E.T i oczywiście Gwiezdnych Wojen, plus parę utworów klasycznych, np. "Also sprach Zarathustra", "Nad pięknym modrym Dunajem" (oba wykorzystane w "2001: Odyseja Kosmiczna") czy "Mars" z cyklu "Planety" Gustava Holsta, którym to inspirował się John Williams przy pisaniu wszystkim dobrze znanego "Marszu Imperialnego" z Gwiezdnych Wojen.

Podczas tego koncertu raz pierwszy słyszałam w akcji ogromne organy (temat z "Batmana" Danniego Elfmana) i mroczna, nieco groźna i ciągle przepiękna muzyka wbiła mnie w fotel. 


Po raz nie wiem który obiecuję sobie częściej chodzić na koncerty symfoniczne i słuchać więcej muzyki klasycznej. Zobaczymy, co z tego wyjdzie:)

7 komentarzy:

  1. Och, ach... Właściwie wszystko mnie w tym poście zachwyciło... posmakowałabym wszystkiego po trochu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zawsze myślałam, że Marsz Imperialny nawiązuje tylko do marszu żałobnego Chopina! Uwielbiam takie ciekawostki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Te widoki w seattle się nigdy nie nudzą! Jest coś wyjątkowo pięknego w tym mieście. Podobnie jak jedzenie w Seattle- ja co prawda fanką łososia nie jestem ale wszelkie opcje wegańskie... i czereśnie nienaturalnej wielkości uwielbiam. Super, że piszesz o tej kawiarni, z ciekawością przeczytam więcej!
    Mnie też czeka przyjemność posłuchania muzyki w Seattle Symphony, ale nie wiem jeszcze co dokładnie, bo to bilet -zaproszenie-niespodzianka :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Araya's Place to najlepsza wegańska restauracja, w jakiej byłam. PYCHA, koniecznie odwiedź:)
      Bilet niespodzianka brzmi intrygująco:)

      Usuń
    2. Araya's Place to najlepsza wegańska restauracja, w jakiej byłam. PYCHA, koniecznie odwiedź:)
      Bilet niespodzianka brzmi intrygująco:)

      Usuń
    3. Dzięki za rekomendację! To miejsce jest nieziemsko pyszne!
      Potwierdzam że orkiestra w Seattle Symphony jest fantastyczna!

      Usuń
  4. Az zachcialo mi sie spakowac manatki i przeprowadzic z mojego lekko przynudnawego Missouri do pieknego Seattle! :)

    OdpowiedzUsuń