sobota, 25 października 2014

1000 filiżanek kawy. 5: Slate Coffee Roasters

Piątkowa wizyta w Slate jest powodem, dla którego po ponad roku (sic!) postanowiłam odkurzyć mój kawowy cykl.
Cóż, nie tylko powoli robię się kawową snobką (dzięki, Seattle), ale też coraz rzadziej piję moją małą czarną czy latte poza biurem, gdzie mamy swoją kawiarnię i doskonałych baristów (żyć, nie umierać).
http://www.kinfolk.com/city_guide/seattle-slate-coffee-roasters/

O Slate słyszałam już któryś raz z kolei. Za każdym razem w zdaniu pojawiało się słowo "ekskluzywne/a" [fancy], co trochę mnie onieśmielało ;)
Miejsce jest małe, kawiarnia zajmuje jedno pomieszczenie niepozornego domku.
Design jest minimalistyczny i surowy. Białe ściany, kanciaste meble. Od razu widać, że faktycznie fancy;)



Slate słynie z bardzo dobrej kawy. Jeśli to Twoja pierwsza wizyta, zdecyduj się na ich menu degustacyjne.  Na przystawkę dostaniesz dwa rodzaje espresso, danie główne stanowi trio: espresso, świeże mleko i macchiato (espresso z mlekiem), na deser kawa mrożona z przepysznymi pomarańczami w czekoladzie, a na podwieczorek - gorąca czekolada z łyżeczką czekolady i ziarnem kawy dla wzbogacenia aromatu. Każde "danie" okraszone jest opowieściami baristów o pochodzeniu i charakterystyce ziaren, które parzą.


Całość ma trwać ok. godziny (nam zeszło dwie...) i kosztuje $17.
Gorąco polecam!

PS. Jedyny minus całego przedsięwzięcia, to kofeinowy odlot. Przygotujcie się na przyjęcie 6 mocnych shotów espresso i późniejsze drżenie rąk;)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz