poniedziałek, 22 lipca 2013

Bite of Seattle

Lato w mieście na całego, a w związku z tym jest też zatrzęsięnie przeróżnych imprez. Zeszła niedziela upłynęła pod znakiem imprezy kulinarnej Bite of Seattle.
Według tego, co wyczytałam wcześniej na stronie internetowej wydarzenia, Bite of Seattle miało być spotkaniem lokalnych restauratorów z klientami i możliwością zaprezentowania oferty.

Wyobrażałam to sobie jako wielki piknik, ale atmosfera była raczej festynowa. Całe Seattle Center wypełnione było stoiskami z jedzeniem. Niestety były to raczej fast-foody a nie restauracje, ale pomiędzy tradycyjnym tłustym amerykańskim jedzeniem nie brakowało ciekawych budek z potrawami z przeróżnych części świata.
Znacznie bardziej niż jedzenie zasmakowało nam jednak piwo. W okolicy znajduje się sporo małych browarów, w tym jeden w mojej ulubionej dzielnicy - Fremont. I co za niespodzianka, to właśnie Summer Ale z Fremont było najlepsze;)

Było i coś dla ciała i coś dla ducha - rozstawiono parę scen, na których przez cały czas brzmiała muzyka. No, po prostu festyn:) Z tą tylko różnicą, że w przeciwieństwie do polskich festynów, dostęp do alkoholu jest w Stanach dużo trudniejszy.
Ogródki piwne są ogrodzone solidnym płotem z jednym wąskim wejściem, przy którym dokładnie sprawdzane są dowód tożsamości. Na terenie ogródka porządku pilnuje służba 'Baverage Enforcement' (świetna nazwa) i szans nie ma, żeby ktoś niepowołany wszedł lub opuścił 'zagrodę'.
Na szczęście lub nieszczęście ma się już od jakiegoś czasu to 21 lat...;)


Można było wziąć udział w spotkaniu/lekcji prowadzonym przez najlepszych kucharzy z okolicy
Policjanci z Seattle jeżdżą radiowozem, ścigaczem, Harleyem, rowerem albo koniem;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz