czwartek, 20 czerwca 2013

Głos z Polski, cz. 1

Przed wylotem do Polski Paweł powiedział, żebym koniecznie zrobiła listę tego, czego mi będzie z amerykańskiej codzienności brakować. Z kolei teraz, jak już tu jestem, jedno z pierwszych pytań, jakie każde mi zadaje dotyczy różnic między Polską a Stanami. 
Ciągle jeszcze cieszę się pobytem w domu i kraju rodzinnym, ale po dwóch tygodniach tu spędzonych i na 2 tygodnie (z hakiem) przed powrotem gotowa jestem na małe podsumowanie.

Zacznijmy więc od tego, co takiego ma Seattle i Stany w ogóle, czego mi tutaj brakuje.
Po pierwsze: w tej chwili  - Pawła;) Oczywistych oczywistości jednak wymieniać nie będę;)

Chyba nie zdziwi Was fakt, że przy okazji obecnych upałów, kolejną rzeczą, o której wspomnę jest darmowa woda (z dolewkami) w każdej knajpie. Fakt faktem, że w Stanach ludzie piją kranówkę i w większości przypadków to kranówka jest serwowana do picia, ale nie smakuje ona źle. Ot, woda. Za to płacenie 4zł za 0,3l butelkę wody uważam za zdzierstwo.

Paweł obstawiał, że najbardziej przeszkadzać mi będzie brak możliwości płacenia kartą w każdym miejscu i każdym nawet najmniejszym sklepie oraz konieczność noszenia ze sobą gotówki. Powiem tak:  lubię mieć pieniądze w portfelu, znacznie bardziej niż plastikowe karty;) Chyba mi zostało po graniu  
w Eurobiznes;) Choć szukanie bankomatów i planowanie wydatków z góry jest trochę uciążliwe, nie jest to dla mnie problem. Bezgotówkowy system jest jednak wygodniejszy, widzę jego plusy i na dłuższą metę pewnie by mi tego brakowało. Zwłaszcza, że w moich rodzinnych okolicach bankomatów praktycznie nie ma, więc mogłabym być odcięta od pieniędzy;)

Kolejna rzecz, bardzo rzucająca się w oczy, to serdeczność w kontaktach międzyludzkich. Mentalność Polaka i Amerykanina jest zupełnie inna. Każdy o tym wie, więc nie będę się powtarzać. Nie jest w końcu tajemnicą, że w kraju, w którym żyje się łatwiej, łatwiej też być szczęśliwym. Amerykanie są uśmiechnięci, otwarci, często zagadują do obcych i generalnie łatwo im przychodzi nawiązywanie kontaktu z innymi. Są tez uprzejmi, czasem aż do przesady. Owszem, jest to powierzchowne, ale sprawia, że codzienne interakcje w sklepach, komunikacji miejskiej, na ulicach są po prostu przyjemniejsze. Do dziś pamiętam zdziwienie, jakie mnie ogarnęło, kiedy jadąc autobusem byłam świadkiem narodzin ogólnoautobusowej dyskusji między nieznajomymi.
A w Polsce jest inaczej. Ludzie się rzadko odzywają na ulicy do obcych, raczej prują przed siebie i myślą tylko o swoich sprawach. A jeśli już otworzą buzię, to w większości (wiem, że generalizuję!) przypadków po to, żeby wyrazić opinię o osobie, która jeździ jak baran albo zajęła nasze miejsce w tramwaju albo ma dziwny kolor włosów albo tak nieprzyzwoicie krótką spódnicę, że cud, że jeszcze grom z jasnego nieba w nią nie uderzył. Nie daj Boże, że ktoś np. śpiewa sobie coś lub nuci, wtedy go już mają za wariata. No, może trochę koloryzuję, ale wiecie, o co chodzi;)
Oczywiście, że jest MASA przypadków, kiedy ludzie okazują sobie życzliwość i aż serce rośnie, kiedy na to patrzę, ale gdybym miała porównać procentową ilość zrzędzenia, marudzenia i krytykowania, to zdecydowanie przodujemy przed Amerykanami.

Następna na liście jest biurokracja. Z niej uczyniono wręcz już sztukę:P Przykład: żeby w ogóle otrzymać możliwość zamknięcia mojej własnej lokaty bankowej musiałam 2 razy zadzwonić na infolinię (20 minut), 2 razy jechać do oddziału banku w sąsiednim mieście i w końcu - pojechać do Krakowa. Biurokracja to po braku darmowej wody druga rzecz, która mi mocno dała w kość;)  Nie znam osoby, która nie miałaby w zanadrzu co najmniej jednej podobnej historii. Tymczasem w Stanach wygoda obywatela przy załatwianiu wszelkich spraw (od urzędowych po korzystanie z biblioteki) to priorytet. Da się? Da się.

Stosunek cen do zarobków. Jeśli dziwicie się, że Amerykanie codziennie biegają z kawą w kubeczkach kawiarnianych i zastanawiacie się, skąd mają na to pieniądze, pomyślcie, że dla nich kawa w Starbucksie to wydatek rzędu 3,75zł. Jako miłośniczka kawy musiałam zacząć od tego przykładu, ale chyba dość wyraźnie pokazującego, jak drogie jest w Polsce życie. A kawa przecież nie jest niezbędna do życia (podobno;))! Podobnie ma się rzecz z cenami benzyny, samochodów, elektroniki, itd itd.

Kolejną rzeczą na liście są drogi. Ktoś zaskoczony?;) Uśmiałam się, kiedy będąc jeszcze w Stanach, czytałam o wyścigu Gumball i o tych wszystkich super samochodach, które po przejechaniu setek kilometrów przegrały z naszymi dziurami. Paweł zjechał ostatnio pół Kalifornii, więc może potwierdzić, że nie da się porównać komfortu i bezpieczeństwa jazdy w PL i na szerokich i utrzymanych w dobrym stanie amerykańskich szosach.
Kolejna ciekawostka - w Stanach dość często spotyka się znaki z sugerowaną prędkością. Super rzecz. Wiesz, ile masz jechać, żeby nie stwarzać  zagrożenia, ale nikt nie każde Ci wlec się 40km/h, jeśli akurat droga jest pusta i jedziesz po prostej. Oczywiście, każdy kij ma dwa końce - zawsze znajdą się brawurowi kierowcy, którzy jeżdżą szybciej niż ich Anioł Stróż, ale nie potrzeba lecieć daleko, żeby się na takich napatoczyć.

Myślę, że posta tego zamknę słowem: możliwości. Z naszym wykształceniem znalezienie pracy w Polsce to żaden problem. Jednak, to w końcu Stany są głównym ośrodkiem rozwoju technologii (Dolina Krzemowa to już symbol) i znalezienie pracy w Stanach oznacza nieraz możliwość zetknięcia się z rozwiązaniami i skalą rozwiązań niedostępną w Polsce.
Jest też inny aspekt owych możliwości, o którym chcę wspomnieć. W Stanach nikogo nie dziwi, że ludzie po trzydziestce czy nawet starsi, zapisują się na studia i  przekwalifikowują się o 180 stopni. Są branże, w których wyścig szczurów trwa w najlepsze, ale są też takie, w których pracodawcy nie obchodzi to, ile masz lat tylko czy jesteś dobry. Uważam, że to świetne. Jeśli ktoś, mając 19 lat wybrał studia, które nie przyniosły mu satysfakcjonującej kariery, to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby poszedł do szkoły medycznej i został lekarzem. Jest to spore uproszczenie, ale ukazuję ideę.

Kończąc, podkreślam, że zdaję sobie sprawę z wszystkich wad i minusów życia w Stanach i to nie jest tak, że próbuję tym postem udowodnić czy przekonywać o wyższości Stanów nad Polską. Nie. To jest tylko moja subiektywna lista aspektów, które mile powitałabym w naszym pięknym kraju nad Wisłą.

W kolejnym poście o tym, co takiego ma Polska, za co dałabym się pokroić w Seattle;)
A na deser zdjęcie Seattle wykonane z lotu ptaka, które bardzo mi się podoba. Niestety nie widać na nim naszego mieszkania.

Źródło: http://www.wykop.pl/ramka/1557793/27-niesamowitych-zdjec-miast-z-lotu-ptaka/






3 komentarze:

  1. @biurokracja: Basiu, chyba pora rozważyć zmianę banku - są takie, w których lokatę zamkniesz przez net bez fatygi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie kłócę się, bo pewnie masz rację. Tylko żeby było śmieszniej - ja tą lokatę zakładałam właśnie przez internet i żeby przez internet ją zamknąć musiałam się wybrać na maraton po placówkach. Trochę nielogiczne;)

      Usuń
  2. Po przeprowadzce z USA do UK możemy dodać jeszcze dwie rzeczy których nam brakuje w Europie: Amerykańskich podatków i parków narodowych.

    OdpowiedzUsuń