czwartek, 8 stycznia 2015

Nasze wrażenia po pobycie w Chinach

Już ponad miesiąc od naszego powrotu z Chin, ale jakoś nie było wcześniej czasu, żeby się z Wami na spokojnie podzielić wrażeniami.

Zacznę od tego, że ani Pawła ani mnie jakoś nigdy do Chin nie ciągnęło. Co innego Japonia, czy Tajlandia, czy Mongolia. Ale Chiny? Gdyby nie delegacja Pawła, pewnie nie szybko byśmy się tam wybrali. Wiadomo jednak, że jak pojawiła się okazja, trzeba było ją wykorzystać. Dołączyłam do Pawła w Pekinie i już razem ruszyliśmy na 9 dniową podróż po Państwie Środka.

Plac Tiananmen  i wejście do Zakazanego Miasta

Mój pierwszy kontakt z Chinami był bardzo nieprzyjemny. Taksówkarz, który odwoził mnie z lotniska próbował mnie oszukać, co z resztą od razu zauważyłam. Chciałam mu wytłumaczyć, że wiem, że robi mnie w bambuko, ale ani ja po chińsku ani on po angielsku. Zaczął na mnie krzyczeć, po czym widząc, że twardo obstaję przy swojej cenie, wywiózł mnie na jakaś boczną uliczkę i kazał wysiadać z auta. Żeby nie rozwlekać - zestresowana i wkurzona w końcu dotarłam do hotelu. Oczywiście musiałam zapłacić znacznie więcej, ale i tak "tylko" połowę ceny, którą zażyczył sobie ten oszust.

Zakazane Miasto jest wielkie, puste i dosyć niejakie

Nie był to jedyny raz, kiedy kontakt z tubylcami był źródłem frustracji. Podczas wszystkich naszych podróży zawsze szukaliśmy kontaktu z lokalsami, dzięki którym patrzyliśmy na ich kraj z innej, zazwyczaj dużo barwniejszej strony. W Chinach natomiast, poza kolegami z pracy Pawła, wszyscy ludzie, z którymi mieliśmy do czynienia chcieli od nas prędzej czy później pieniądze. Bardzo rozczarowujące.

I smog był całkiem pokaźny tego dnia

Rozczarowanie to też drugie imię Pekinu:P Może po prostu przyjechaliśmy tu w złym momencie, pod koniec listopada, gdy smog jest największy i pogoda kapryśna. Całkiem możliwe.



Pekin to jeden wielki, szary kloc cementu. A przecież Chiny mają taką bogatą historię! Spodziewaliśmy się widzieć jej więcej w stolicy. Z drugiej strony konserwacja zabytków nigdy nie była na szczycie interesów krajów komunistycznych.
Zakazane Miasto zgodnie okrzyknęliśmy najnudniejszą najsławniejszą atrakcją;)

Zakazane Miasto w smogu
pekińskie hutongi, czyli "malownicze atrakcje turystyczne"

Skoro już tyle narzekam, to dodam ostatnią rzecz - chińskie zasady savoir vivru. Najwyraźniej gapienie się na turystów jak na małpy w zoo jest ok. Tak samo jak dłubanie w nosie i kulkowanie znaleziska czy obcinanie paznokci w miejscu publicznym i nie zważanie na to, gdzie one lecą.

pekiński hutong

I haranie, najgorsza rzecz z najgorszych. Wszyscy i wszędzie okrutnie naciągąją się i plują gęsta flegmą gdzie popadnie. Bleee.

Dobra, koniec narzekania. Teraz plusy. Bo tak, oczywiście były plusy!
Nawet Pekin miał ich parę, a konkretnie trzy- sławetną kaczkę po pekińsku, przepiękną Świątynię Nieba i Letni Pałac.

Bardziej przyjemny i znacznie bardziej turystyczny hutong

Oczywiście - Wielki Mur! Sama nie wiem, czy to sentyment przemawia za tym miejscem bardziej niż fakty (No heloł, od przedszkola się słyszało o Wielkim Murze, tam daeeeeeko w egzotycznych Chinach. W życiu nie przypuszczałam, że zobaczę go na własne oczy!).
Z Wielkim Murem też trzeba trochę uważać. Takie np. Badaling, najsławniejsze miejsce wycieczek na Wielki Mur, to jedno wielkie oszustwo. Ani jedna cegiełka nie jest tam autentyczna, cały fragment został odbudowany od nowa i tylko wystylizowany na staroć. Ale kogo to obchodzi, nie? Turyści zadowoleni, bo mają Wielki Mur, rząd zadowolony, bo ma dużo pieniędzy z wejściówek.

Wielki Mur!

Większość Wielkiego Muru rozpadła się i nie nadaje się do zwiedzania. Jeśli jednak chcecie przejść się po autentycznym, nieco rozsypującym się odcinku muru, jedźcie np. do Simatai.

Paweł w Szanghaju

Jedzenie! Pikantna kuchnia bardzo podeszła do gustu zwłaszcza Pawłowi. Jedliśmy bardzo dużo pysznych rzeczy (wspomniałam kaczkę po pekińsku, poza tym wariancje na temat hot potów, oczywiście nudle, żaby i ryby gotowane / grillowane, przeróżne chińskie ciasteczka, etc). Jest tłusto i dość ciężko, ale smacznie!

Ogrody Yu w Szanghaju

Szanghaj - nowoczesne, energiczne, barwne miasto. Przepiękny, europejski Bund i nowoczesny Pudong. Kolorowo ubrani, energiczni ludzie, tak bardzo różni od szarej i smutnej pekińskiej masy.

Szanghaj

Huangshen - jeśli będziecie mieć okazję, koniecznie spędźcie tam 2 dni na łażenie po przepięknych i niesamowicie widowiskowych górach. Zakwasy gwarantowane maszerowania po stromych schodach przez 15 km, ale warto:)

Huangshen <3

To tak w wielkim skrócie. Jeśli macie ochotę na więcej szczegółów i zdjęć, zapraszam na pełną relację tutaj.

Na podsumowanie powiem jeszcze tylko, że mimo wszystkich rzeczy, które tak nam się nie podobały czy nas rozczarowały, chcemy do Chin wrócić. Zdajemy sobie sprawę, jest to kraj specyficzny i  z zupełnie innego kręgu kulturowego. Ustrój polityczny też nie jest bez znaczenia. Ale przecież po to się właśnie podróżuje, żeby swoje horyzonty poszerzać.

Huzhou

 Następnym razem chcielibyśmy odwiedzić część zachodnią i kolejny magiczny i sentymentalny punkt mojego dzieciństwa/życia nastoletniego: Jedwabny Szlak!



Huzhou

Suzhou

Szanghaj

Bund w Szanghaju

jedzonko

turystyczne jedzenie uliczne

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz